Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 83
na tylko w gawędce. Zastanowiwszy się praktyczniej, uwzględniwszy wiele ubocznych przyczyn, wpływów, koniecznie przybędzie do sądu więcej pobłażania.
— Bez wątpienia, ale musielibyśmy przejść znów w inny rodzaj rozmowy, bardziej szczegółowej.
— Co zaś do domniemanej pociechy dla mieszczaństwa z chłopów — wtrącił Beleński z lekkim uśmiechem, co mu już poprzednio krył się pod wąsami — chcesz pan stworzyć proletariat, którego wzrost tak opłakują na Zachodzie, a którego rozwój w rolniczym kraju byłby może jeszcze szkodliwszy.
— Dodam nadto — odrzekł Paweł — że chłop nasz nawet ma jakiś wrodzony wstręt do łyków i że we wszelkiej kwestii zmiany społecznej są do przewidzenia złe następstwa przy dobrych. O to więc dbać trzeba, żeby dobre przeważyły; ze złymi łatwiej da się poradzić.
Somme toute, panie Sarmiewicz, na wiosnę zabieramy się do budowania chat i zabudowań i powoli z Gierzejów zrobimy wieś porządną, do czego pomoc pańska będzie mi nieodzownie potrzebna. Widziałeś pan sam, co to za rudery i czy podobna nie zaradzić naprzód.
— Najoczywiściej.
— A jednak mimo moich najlogiczniejszych dowodów i pańskiej interwencji żona i wszystkie kobiety darować mi nie mogą, że się opóźniamy z wystawieniem kaplicy! W złą chwilę jakąś zrobiłeś pan ten pejzażyk akwarelami i pokazałeś im. Suszą mi głowę od rana do wieczora — rzekł zwolna, przymrużając oczy, a mimo to badawczo przyglądając się Pawłowi.