Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 78
Pan Podstolic, jeśliś go pan czytał kiedy. Znam jedne dobra w Sandomierskiem, gdzie chaty właśnie wystawione są mniej więcej w tym rodzaju. Jakby wille jakie w stylu maurytańskim, gotyckim, angielskim, klasycznym itp. bieleją wpośród lip i topoli, nader miłą niespodziankę tworząc dla oka. Zdaje się na pozór, że to miasteczko możniejsze lub artystyczna jaka osada. Ale cóż z tego? Zacny dziedzic, który chciał tak nagle rozwinąć materialną oświatę u włościan, musi prawie dzień w dzień pełnić obowiązek pachołka policyjnego we własnych dobrach, zaglądać do chaty, czy utrzymany porządek, czy prosiąt i cieląt do izby nie wpuszczają, czy podłogi aby na święta umyte itp. Swoim kosztem nadto odnawiać musi bardzo często, bo chłopu nieraźno w takiej budzie, co gdy się popsuje, sam jej toporem naprawić nie może, a tam, gdzie dużo ludzi siedzi na kupie, gdzie i częste zajęcie ciężką robotą, i często bieda, wymagać nie można, aby tak dbali o swoje gniazdo i obchodzili się z nim nawet tak ostrożnie, jak na przykład w mieście ubóstwo z lokalami swoimi, za które właścicielowi muszą płacić i za najmniejsze uszkodzenie odpowiadają. Zresztą i pod higienicznym względem pomieszczenie wielu osób w ciasnych izdebkach, wytynkowanych wapnem, szkodliwsze jest dla zdrowia niż w prostych ścianach drewnianych, które gospodarstwu łatwiej w porządku utrzymać, obmyć, wywietrzyć, pozatykać szpary itp. — Najzupełniej przyznaję panu słuszność i ośmieliłem się wywołać zdanie pańskie li tylko dla potwierdzenia mojego własnego w tej mierze. Zwyczajne chaty,
www.heavyvisions.pl