Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 76
— Jak to? posądzasz mnie, Domicelko!
— A kogóż?... Kazałeś potem wprawić czeskie kamienie, prosta rzecz! I tak szpilka by się nie znalazła, gdybym cię wtedy nie poprosiła, pamiętasz?
— Przypuszczam, choćby i tak było... co ci do tego! — odparł Kocio uderzając się laseczką po nowych butach.
— A, niegodziwcze! Co mi do tego? I mówisz tak o tym, jakby to drobiazg jaki.
— Cóż więcej? — zapytał Kocio ziewnąwszy na całe gardło.
— Oczywiście, w porównaniu z innymi historyjkami, to nic!... Ej, kuzynie, takie „nice" zaprowadzą cię prędzej na Pawiaka, niż myślisz, bo nawet do nich trzeba mieć więcej sprytu i rozumu! — zawołała trzęsąc się z gniewu kobieta.
— Słuchaj no, Domicelko, jak mi jeszcze raz wyjeżdżać będziesz z morałami, które z twoich ust tylko śmiechu warte, daję słowo najświętsze, że tobie i temu twojemu Gulmańcewiczowi kości na miazgę potłukę, rozumiesz? Wszyscy diabli opętali kobietę, zawracać sobie głowę cybulusem, który sobie drwi z niej tylko i cholewki wybornie smali gdzie indziej! Wszystko, co ma, gotowa by mu oddać, o familii wiedzieć nie chce, a mnie jak psa odgania.
— Piękna mi familia, co zamieszka na Pawiaku!
— Milcz, lichwiarko! — wrzasnął Kocio. — Jakem twój kuzyn, i więcej niż kuzyn, przysięgam ci, że jeżeli ja zamieszkam, to i twój gagatek niedługo po mnie przybędzie...
— Aj, nikczemniku! Jak śmiesz porządnego chłopca, który tylko lekkomyślnością zbłądzić może, porównywać ze sobą?
— Piśnij jeszcze słówko, proszę cię, piśnij! W drobniuteńkie kawałki trzcinę na tobie połamię... A teraz
— A kogóż?... Kazałeś potem wprawić czeskie kamienie, prosta rzecz! I tak szpilka by się nie znalazła, gdybym cię wtedy nie poprosiła, pamiętasz?
— Przypuszczam, choćby i tak było... co ci do tego! — odparł Kocio uderzając się laseczką po nowych butach.
— A, niegodziwcze! Co mi do tego? I mówisz tak o tym, jakby to drobiazg jaki.
— Cóż więcej? — zapytał Kocio ziewnąwszy na całe gardło.
— Oczywiście, w porównaniu z innymi historyjkami, to nic!... Ej, kuzynie, takie „nice" zaprowadzą cię prędzej na Pawiaka, niż myślisz, bo nawet do nich trzeba mieć więcej sprytu i rozumu! — zawołała trzęsąc się z gniewu kobieta.
— Słuchaj no, Domicelko, jak mi jeszcze raz wyjeżdżać będziesz z morałami, które z twoich ust tylko śmiechu warte, daję słowo najświętsze, że tobie i temu twojemu Gulmańcewiczowi kości na miazgę potłukę, rozumiesz? Wszyscy diabli opętali kobietę, zawracać sobie głowę cybulusem, który sobie drwi z niej tylko i cholewki wybornie smali gdzie indziej! Wszystko, co ma, gotowa by mu oddać, o familii wiedzieć nie chce, a mnie jak psa odgania.
— Piękna mi familia, co zamieszka na Pawiaku!
— Milcz, lichwiarko! — wrzasnął Kocio. — Jakem twój kuzyn, i więcej niż kuzyn, przysięgam ci, że jeżeli ja zamieszkam, to i twój gagatek niedługo po mnie przybędzie...
— Aj, nikczemniku! Jak śmiesz porządnego chłopca, który tylko lekkomyślnością zbłądzić może, porównywać ze sobą?
— Piśnij jeszcze słówko, proszę cię, piśnij! W drobniuteńkie kawałki trzcinę na tobie połamię... A teraz
www.heavyvisions.pl


