Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 75
zapłaciła ze szczupłych fundusików, co mi mąż na domowe wydatki udziela.
— Zapłacę, najświęciej na czas wykupię, pani Domicelo! Strzeżże mnie, Boże, żebym miał panią skompromitować, wolałbym sobie pierwej kamień uwiązać u szyi i wskoczyć do Wisły — wygłosił jednym tchem, uchwycił kapelusz i wybiegł potrącając w kuchni Moramszę, którą Domicela odprawiła.
— Panie Marcel! — zawołała na niego przez lufcik — bądź pan łaskaw wstąpić po drodze do kawiarni na Długą, zwykle o tym czasie grywa tam w domino Konstanty. Powiedz mu pan, że mam bardzo pilny interes i żeby natychmiast przyszedł.
Cichy i milczący Kocio, chociaż energicznie i szczęśliwie należał do partii w cztery osoby i teraz dobre kamienie miał w ręku, przyrzekł najgrzeczniej Marcelkowi, że natychmiast pójdzie. Jakoż uprosił Porucznika, ciekawie przyglądającego się grze, żeby go zastąpił — i pędem pobiegł na Mostową do kuzynki.
— Dobregoś wybrała posłańca, Domicelko! cała kawiarnia zaraz naszła perfumami... Co się stało, co każesz? — zapytał wcale nie cicho i dopiero kiedy się cisnął na krzesło zdejmując kapelusz.
— Ciekawam tylko dowiedzieć się jednej rzeczy... dajesz mi słowo, że powiesz? — zagadnęła kuzynka, z której błyszczących, rozzłoszczonych oczu, zdaje się, że iskry tryskały.
— Daję słowo.
— Ile też dostałeś za brylanty ze szpilki Gulmańcewicza?
— Co? — zagadnął Kocio, zbladł i zgrzytnął zębami.
— Nie rozumiesz po polsku? Ile wziąłeś za brylanty?
— Zapłacę, najświęciej na czas wykupię, pani Domicelo! Strzeżże mnie, Boże, żebym miał panią skompromitować, wolałbym sobie pierwej kamień uwiązać u szyi i wskoczyć do Wisły — wygłosił jednym tchem, uchwycił kapelusz i wybiegł potrącając w kuchni Moramszę, którą Domicela odprawiła.
— Panie Marcel! — zawołała na niego przez lufcik — bądź pan łaskaw wstąpić po drodze do kawiarni na Długą, zwykle o tym czasie grywa tam w domino Konstanty. Powiedz mu pan, że mam bardzo pilny interes i żeby natychmiast przyszedł.
Cichy i milczący Kocio, chociaż energicznie i szczęśliwie należał do partii w cztery osoby i teraz dobre kamienie miał w ręku, przyrzekł najgrzeczniej Marcelkowi, że natychmiast pójdzie. Jakoż uprosił Porucznika, ciekawie przyglądającego się grze, żeby go zastąpił — i pędem pobiegł na Mostową do kuzynki.
— Dobregoś wybrała posłańca, Domicelko! cała kawiarnia zaraz naszła perfumami... Co się stało, co każesz? — zapytał wcale nie cicho i dopiero kiedy się cisnął na krzesło zdejmując kapelusz.
— Ciekawam tylko dowiedzieć się jednej rzeczy... dajesz mi słowo, że powiesz? — zagadnęła kuzynka, z której błyszczących, rozzłoszczonych oczu, zdaje się, że iskry tryskały.
— Daję słowo.
— Ile też dostałeś za brylanty ze szpilki Gulmańcewicza?
— Co? — zagadnął Kocio, zbladł i zgrzytnął zębami.
— Nie rozumiesz po polsku? Ile wziąłeś za brylanty?
www.heavyvisions.pl