Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 73
wyjeżdżając na wieś. Kiedy mi ją pani oddawała, brylanty były dobre.
— Nie wiem, czy tak bardzo dobre, ale to wiem, że nie były fałszywe, żeśmy panu taką oddali, jakąśmy odebrali. Do nas, zdaje mi się, żadnej pretensji pan rościć nie będziesz — dodała dumnie, przeszywając go na wskroś zielonymi oczyma.
— Wprawdzie zgubiłem u Kocia, w Maruszewskiego hotelu, ale przypomniałem sobie nazajutrz, znaleźliśmy przecie w szparze przy drzwiach — zawołał blednąc nieco.
— A potem?
— Potem leżała u nas w domu, w komodzie.
— A więcej nigdzie?
— Na kilka dni tylko zastawiłem ją u krawcowej na Rybakach, pani Domicelo!
— Myślałam, że tylko Moramsza miała to szczęście zarabiać na panu! Nauka, widzę, nie idzie w las! Ileżeś pan procentu krawcowej zapłacił?
— Trzy grosze od złotego na tydzień.
— Oj, panie Marceli, oj, panie Marceli! Widzę, że w niczym nie wychodzisz pan szczerze z przyjaciółmi. Nie lepiej to było zastawić u Moramszy po groszu na tydzień? Bałeś się może, żeby mi nie powiedziała. Po cóż by miała mówić? Czy mam z nią jakie konszachty? Dziś powinna bym tylko odebrać zaraz szpilkę i powiedzieć mężowi, żeby przestrzegł mamę, która myśli, że jej jedynaczek — to wcielony aniołek, a to wielkie, wielkie niedobrego. Gdyby się mąż dowiedział, nie wiem, co by się ze mną stało! niech Bóg broni! Ale strzeż się pan, panie Marceli, otwarciej wychodź ze mną. Szpilką, mówią, przyjaźń się przekłuwa. Daj, Boże! aby się od dziś dnia moja przyjaźń nie przekłuła, bo będziesz żałował po niewczasie, zobaczysz! — mówiła nadzwyczaj szybko, a Marcelek, na którym
— Nie wiem, czy tak bardzo dobre, ale to wiem, że nie były fałszywe, żeśmy panu taką oddali, jakąśmy odebrali. Do nas, zdaje mi się, żadnej pretensji pan rościć nie będziesz — dodała dumnie, przeszywając go na wskroś zielonymi oczyma.
— Wprawdzie zgubiłem u Kocia, w Maruszewskiego hotelu, ale przypomniałem sobie nazajutrz, znaleźliśmy przecie w szparze przy drzwiach — zawołał blednąc nieco.
— A potem?
— Potem leżała u nas w domu, w komodzie.
— A więcej nigdzie?
— Na kilka dni tylko zastawiłem ją u krawcowej na Rybakach, pani Domicelo!
— Myślałam, że tylko Moramsza miała to szczęście zarabiać na panu! Nauka, widzę, nie idzie w las! Ileżeś pan procentu krawcowej zapłacił?
— Trzy grosze od złotego na tydzień.
— Oj, panie Marceli, oj, panie Marceli! Widzę, że w niczym nie wychodzisz pan szczerze z przyjaciółmi. Nie lepiej to było zastawić u Moramszy po groszu na tydzień? Bałeś się może, żeby mi nie powiedziała. Po cóż by miała mówić? Czy mam z nią jakie konszachty? Dziś powinna bym tylko odebrać zaraz szpilkę i powiedzieć mężowi, żeby przestrzegł mamę, która myśli, że jej jedynaczek — to wcielony aniołek, a to wielkie, wielkie niedobrego. Gdyby się mąż dowiedział, nie wiem, co by się ze mną stało! niech Bóg broni! Ale strzeż się pan, panie Marceli, otwarciej wychodź ze mną. Szpilką, mówią, przyjaźń się przekłuwa. Daj, Boże! aby się od dziś dnia moja przyjaźń nie przekłuła, bo będziesz żałował po niewczasie, zobaczysz! — mówiła nadzwyczaj szybko, a Marcelek, na którym
www.heavyvisions.pl