Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 72
wy, a zielonawe oczy prawdziwie kocim blaskiem zabłysły. — Czego chcesz? — zagadnęła nagle Moramszę, która z lekka drzwi od salki uchyliła nie czekając na wezwanie.
Marcelek czułym głosikiem wytłumaczył jej, o co rzecz idzie, a czulszym jeszcze błagał po cichu, żeby łaskawie raczyła ocenić brylanty, przyobiecując buteleczkę likieru, którą, dostawszy pieniędzy, natychmiast przyniesie.
— Obejdzie się bez tych prośb i bez likieru — odrzekła z miną ciągle zadąsaną i wziąwszy szpilkę poszła do okna, a młodzik poglądając ukradkiem w lustro, uśmiechał się tymczasem, przeczuwając pogodzenie po likierze i widząc, jak mu na koszuli błyskać będą tęczowo opale w złotą i fioletową emalię oprawne. Widział takie u jakiegoś modnisia na przeszłym wieczorze u Celestynów; na przyszłym więc będzie ich dwóch z opalami i kto wie, czy spinki Marcelka nie będą jeszcze gustowniejsze.
— Wyjdźcie no na chwilę, Moramsza — rzekła nagle Jabłuszkowa.
— Cóż to? Żarty chyba, panie Marcel... są tylko dwa rauty, a reszta fałszywe kamienie — dodała po chwili, marszcząc brwi wydatne.
— A strzeżże mnie, Boże... to nie podobna, łaskawa pani Domicelo, chyba się pani zdawać musi... przestańże się pani gniewać, jeślim w czym bądź zawinił, błagam o przebaczenie — dodał zbliżając się do niej. Znając zaś sprzeciwną i upartą jej naturę, przekonany był, że naumyślnie chciała mu dokuczyć.
— Ale nie, bynajmniej nie żartuję, może się nie znam i tak się mi tylko wydaje, idź pan do jubilera, najlepiej panu powie.
— Jakimże by sposobem, Boże, mogłyby być fałszywe? Wszakże tę szpilkę mama u państwa zostawiła
Marcelek czułym głosikiem wytłumaczył jej, o co rzecz idzie, a czulszym jeszcze błagał po cichu, żeby łaskawie raczyła ocenić brylanty, przyobiecując buteleczkę likieru, którą, dostawszy pieniędzy, natychmiast przyniesie.
— Obejdzie się bez tych prośb i bez likieru — odrzekła z miną ciągle zadąsaną i wziąwszy szpilkę poszła do okna, a młodzik poglądając ukradkiem w lustro, uśmiechał się tymczasem, przeczuwając pogodzenie po likierze i widząc, jak mu na koszuli błyskać będą tęczowo opale w złotą i fioletową emalię oprawne. Widział takie u jakiegoś modnisia na przeszłym wieczorze u Celestynów; na przyszłym więc będzie ich dwóch z opalami i kto wie, czy spinki Marcelka nie będą jeszcze gustowniejsze.
— Wyjdźcie no na chwilę, Moramsza — rzekła nagle Jabłuszkowa.
— Cóż to? Żarty chyba, panie Marcel... są tylko dwa rauty, a reszta fałszywe kamienie — dodała po chwili, marszcząc brwi wydatne.
— A strzeżże mnie, Boże... to nie podobna, łaskawa pani Domicelo, chyba się pani zdawać musi... przestańże się pani gniewać, jeślim w czym bądź zawinił, błagam o przebaczenie — dodał zbliżając się do niej. Znając zaś sprzeciwną i upartą jej naturę, przekonany był, że naumyślnie chciała mu dokuczyć.
— Ale nie, bynajmniej nie żartuję, może się nie znam i tak się mi tylko wydaje, idź pan do jubilera, najlepiej panu powie.
— Jakimże by sposobem, Boże, mogłyby być fałszywe? Wszakże tę szpilkę mama u państwa zostawiła
www.heavyvisions.pl