Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 7
słońcem, ale... czym skorupka za młodu przesiąknie... zawsze ona ma się za panią, ojciec jej był baronem, dziadek hrabią...
— Pradziad niechby sobie był księciem udzielnym, co nam do tego! Bierz go tam trzysta biesów! — wrzasnął Porucznik.
— Otóż z kobietą to delikatna materia wspominać
o takich interesach, nie mówiłem też z nią ani słówka, ani mrumru, ale daję najświętsze słowo honorowe, zdaje mi się, że kto to wie.
— Kto wie! — Co? To Szczepaniak miałby się wpraszać jeszcze z panną Marcjanną, a do milionów sakrów, co też gadasz, panie Baltazarze?
— Dajcie ino pokój, panie Poruczniku, pan tu jaśniej jakoś niż wy kapuje rzeczy.
— Nie rozumiesz, nie mowa tu o wpraszaniu, Poruczniku — odparł niechętnie Jabłuszko — ale, powiedziawszy tak najprawdziwszą prawdę, pani Kontrolerowa gdyby i nie miała nic przeciwko temu, co być może, oto nie pozwoliłaby po prostu synowi bywać w domu majstra; tylko jeśli na to przystanie, jestem nie wiedzieć kim, zdawać się jej będzie, że ona
i Marcelek robią niesłychaną łaskę, niesłychane poświęcenie z ambicji — rozumiesz, kumie?
— A Boga-ć tam nie rozumiem.
— Szlachcic, syn urzędnika, architekt, nieubogi, przystojny, młody, syn baronówny, rozumiesz, majstrze...
— O, rozumiem.
— ...stara się o córkę kowala. Tacy to ludzie na tym świecie, i to skądinąd dobrzy nieraz ludzie. Na przykład ona, żebyś klinem w głowę wbijał, jestem nie wiedzieć kim, czy wbijesz, że oto nasz poczciwy kowal, co wszystko sobie samemu, własnej, najświętszej pracy winien, więcej wart od niejednego tam...
— Pradziad niechby sobie był księciem udzielnym, co nam do tego! Bierz go tam trzysta biesów! — wrzasnął Porucznik.
— Otóż z kobietą to delikatna materia wspominać
o takich interesach, nie mówiłem też z nią ani słówka, ani mrumru, ale daję najświętsze słowo honorowe, zdaje mi się, że kto to wie.
— Kto wie! — Co? To Szczepaniak miałby się wpraszać jeszcze z panną Marcjanną, a do milionów sakrów, co też gadasz, panie Baltazarze?
— Dajcie ino pokój, panie Poruczniku, pan tu jaśniej jakoś niż wy kapuje rzeczy.
— Nie rozumiesz, nie mowa tu o wpraszaniu, Poruczniku — odparł niechętnie Jabłuszko — ale, powiedziawszy tak najprawdziwszą prawdę, pani Kontrolerowa gdyby i nie miała nic przeciwko temu, co być może, oto nie pozwoliłaby po prostu synowi bywać w domu majstra; tylko jeśli na to przystanie, jestem nie wiedzieć kim, zdawać się jej będzie, że ona
i Marcelek robią niesłychaną łaskę, niesłychane poświęcenie z ambicji — rozumiesz, kumie?
— A Boga-ć tam nie rozumiem.
— Szlachcic, syn urzędnika, architekt, nieubogi, przystojny, młody, syn baronówny, rozumiesz, majstrze...
— O, rozumiem.
— ...stara się o córkę kowala. Tacy to ludzie na tym świecie, i to skądinąd dobrzy nieraz ludzie. Na przykład ona, żebyś klinem w głowę wbijał, jestem nie wiedzieć kim, czy wbijesz, że oto nasz poczciwy kowal, co wszystko sobie samemu, własnej, najświętszej pracy winien, więcej wart od niejednego tam...
www.heavyvisions.pl


