Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 69
ślipkom ostatniego z Gulmańcewiczów, którego nie o to obwiniać trzeba, że się nie kochał w kowalczance lub że kochał, ale o brak uszanowania i współczucia dla łez biednej dziewczyny, z jego powodu wylanych, które każdy u nas mężczyzna — oprócz małżonków po dziesięcioletnim kłótliwym pożyciu — mimo woli uczuwa dla płaczu słabszej istoty, nawet nie z jego winy i niekoniecznie wywołanego taką uczuciową przykrością. Gdyby Marcysia Szczepaniakówna niedorzeczny cyferblacik swego nauczyciela mogła wtedy właściwie obaczyć, jak to nieraz nie tylko uczennice w jej wieku tak sprytnie odgadnąć potrafią — może by sobie oszczędziła wielu łez i cierpień, które każdą szczerszą i prostszą istotą głębiej wstrząsają, bardziej kosztują niż nawet męczenniczkę w świetnym buduarze, ze łzami w sercu, a uśmiechem na ustach.
Nadszedł z kuźni w zasmolonym fartuchu kum Szczepan z Maciusiem. Gulmańcewicz ciesząc się z przerwy tkliwego sam na sam uczuł w sobie aż nadto śmiałości do wypełniania macierzyńskiej rady. Przywitał się z nim bardzo grzecznie, lecz nie śmiał zapytać córki o powód kwaśnego humoru. Wkrótce ukończył lekcję i wbiegłszy do matki tylko na chwilę, aby się z nią pożegnać, tak ścigle szedł potem z Głębokiej ulicy w miasto, jakby się mu przypomniała gimnastyczna owa biegłość, kiedy to po starym miodzie, ukradkiem wysączonym — spuszczał się koło kościoła Mariackiego ku Wiśle.
Idąc do domu na Mostową Marcelek skręcił do Moramszy, żeby uwięzić u niej szpilkę brylantową. Na następujący wieczór u Celestynów chciał wystąpić
Nadszedł z kuźni w zasmolonym fartuchu kum Szczepan z Maciusiem. Gulmańcewicz ciesząc się z przerwy tkliwego sam na sam uczuł w sobie aż nadto śmiałości do wypełniania macierzyńskiej rady. Przywitał się z nim bardzo grzecznie, lecz nie śmiał zapytać córki o powód kwaśnego humoru. Wkrótce ukończył lekcję i wbiegłszy do matki tylko na chwilę, aby się z nią pożegnać, tak ścigle szedł potem z Głębokiej ulicy w miasto, jakby się mu przypomniała gimnastyczna owa biegłość, kiedy to po starym miodzie, ukradkiem wysączonym — spuszczał się koło kościoła Mariackiego ku Wiśle.
Idąc do domu na Mostową Marcelek skręcił do Moramszy, żeby uwięzić u niej szpilkę brylantową. Na następujący wieczór u Celestynów chciał wystąpić
www.heavyvisions.pl