Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 66
— O! święte słowa ojca Jakuba! Jeśli mu kiedy we łbie postało, żeby się ożenić z Marcychną, tom nie krewniaczka nieboszczki. A bodaj cię nieszczęście spotkało, bodajeś na złamanie karku poszła, ty sekutnico, że cię tu licho wprowadziło! — mruczała baba grożąc pięścią ku wschodom, wiodącym na facjatkę. Marcysia wkrótce nadbiegła i Marcelek mógł się przekonać po czerwonych oczach, nabrzękłych powiekach i ustach wybladłych, że Jakubowa powiedziała prawdę. Na grzeczny jego ukłon i powitanie francuskie, najczulszym wyrzeczone głosem, dziewczynka, smutno jakoś i poważnie odkiwnąwszy główką, wysunęła mu krzesło, siadła potem i nieustające Przygody Telemaka, syna Ulissesa, rozłożyła na stoliku. Jeżeli jednak sam nauczyciel nie przerwał czytania, objaśniając swoim sposobem wyraz jaki, uczennica nie zapytała się pierwsza; na mnóstwo pochwał, którymi obsypywał niegodziwą jej pronuncjację, nie uśmiechnęła się ani razu, tylko z minką nadąsaną, jakby machinalnie, pod nosem bąkała prozę Fenelona. Kiedy jej słuchał wokabuł i rozmów, których biedactwo nie potrafiło nigdy wyuczyć się dobrze na pamięć, odpowiadała niewyraźnie, półgłosem i nie podnosząc nań oczu, nie widziała, na szczęście, zadowolonego wyraziku, z którym nauczyciel przyglądał się
jej.
Gulmańcewicz nareszcie czując, że nieporozumienie wypada jakkolwiek załagodzić, ośmielił się uchwycić
jej.
Gulmańcewicz nareszcie czując, że nieporozumienie wypada jakkolwiek załagodzić, ośmielił się uchwycić
www.heavyvisions.pl