Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 62
udzielanie komu nauki nie wstydzi nikogo — wygłosiła mama znaną swoją sentencję.
— Strzeżże mnie, Panie, żebym sądził inaczej... ale, widzi mama, wszystkie te damy i panowie muszą wiedzieć, że to mój kuzyn tak bliski.
— C'est bien vrai. Ale osoby z najpiękniejszych familii poświęcają się nieraz temu zawodowi, a zresztą Paweł jest przy tym architektem i on wyświadczył grzeczność przyjmując ten obowiązek — rzekła szybko mama radując się niewymownie, że praktyczny kieruneczek, którym natchnęła synka, w tak sprytnej przenikliwości się rozwija.
— Jak się też mamie zdaje, czy Paweł jest przystojny?
— Przystojny... o nie, ale nie jest brzydki.
— Pani Aniela i damy wspominały mi, że ma twarz bardzo zajmującą.
— Niech mi raczą wybaczyć! Nie wiem, jakie teraz gusta, ale tego przymiotu w jego twarzy nie dopatrzyłam. Zamyślona, mizerna, zawsze jakby posmo-lona... Oczy jeszcze ujdą, voilà tout!
— Nie rozumiem, chère maman, czemu on się nie lubi ubierać, teraz mógłby nawet, bo ma na to znacznie więcej niż ja.
— Z kominiarza trudno wykrzesać eleganta, mon enfant! — A już taki niedbalec, że to aż wstyd; poplamiony, wytarty!
— Ach, mamo najdroższa! a mój fraczek jak wytarty, nie mam spinek porządnych, potrzebna mi druga para lakierków i kamizelka. Tak tam wszyscy zwracają uwagę na ubiór; tak młodzież wystrojona!
— Strzeżże mnie, Panie, żebym sądził inaczej... ale, widzi mama, wszystkie te damy i panowie muszą wiedzieć, że to mój kuzyn tak bliski.
— C'est bien vrai. Ale osoby z najpiękniejszych familii poświęcają się nieraz temu zawodowi, a zresztą Paweł jest przy tym architektem i on wyświadczył grzeczność przyjmując ten obowiązek — rzekła szybko mama radując się niewymownie, że praktyczny kieruneczek, którym natchnęła synka, w tak sprytnej przenikliwości się rozwija.
— Jak się też mamie zdaje, czy Paweł jest przystojny?
— Przystojny... o nie, ale nie jest brzydki.
— Pani Aniela i damy wspominały mi, że ma twarz bardzo zajmującą.
— Niech mi raczą wybaczyć! Nie wiem, jakie teraz gusta, ale tego przymiotu w jego twarzy nie dopatrzyłam. Zamyślona, mizerna, zawsze jakby posmo-lona... Oczy jeszcze ujdą, voilà tout!
— Nie rozumiem, chère maman, czemu on się nie lubi ubierać, teraz mógłby nawet, bo ma na to znacznie więcej niż ja.
— Z kominiarza trudno wykrzesać eleganta, mon enfant! — A już taki niedbalec, że to aż wstyd; poplamiony, wytarty!
— Ach, mamo najdroższa! a mój fraczek jak wytarty, nie mam spinek porządnych, potrzebna mi druga para lakierków i kamizelka. Tak tam wszyscy zwracają uwagę na ubiór; tak młodzież wystrojona!
www.heavyvisions.pl