Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 61
zakochało w córce rzemieślnika, która, cóż dziwnego, że szalała za tak ładnym i przyzwoitym chłopcem.
— Ach, maman, nie uwierzy mama, jakeśmy wczoraj znowu wybornie bawili się u Celestynów! Czy pani Beleńskiej przyjrzała się mama dokładnie?
— Widziałam ją niedawno w kościele, siedziała tuż przy mnie.
— Jedna z najpiękniejszych kobiet w Warszawie... prawda? A jaka i
comme il faut, i grzeczna! Tańczyłem z nią wczoraj do upadłego... i mazura, i kontredansa, i walca, i polkę. Kiedym jej podniósł chustkę, ścisnęła mnie tak mile za rękę.
— Oj ty, bałamucie, ty filutku! — rzekła matka, po twarzy go klepiąc. —
Selon moi, panna Karolina lepiej mi się podoba od siostry, tusza jej wcale wdzięków nie ujmuje. Taka sobie prawdziwie... co to nazywają belle femme.
Mademoiselle Charlotte — odparł synalek z próżnym uśmiechem — przystojna, dobra panna, ale nie można jej porównać z siostrą.
— Matka jej była kiedyś nadzwyczaj piękna, znałam ją jeszcze dzieckiem.
— Widać dotychczas, że była piękna, a jaka grzeczna! Wszak ona nie ma jeszcze czterdziestu lat... proszę mamy?
— Czterdzieści kilka najwięcej — odparła Kontrolerowa, przymrużonymi oczyma patrząc na synalka.
— Proszę mamy, jak się też mamie zdaje... czy Paweł dobrze zrobił przyjmując guwernerstwo u radcostwa?
— Uczciwy zarobek, i do tego tak szlachetny jak