Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 6
— Przypuszczam, że dzieciaczki te kochane, a tacy ładniutcy oboje, spodobali się sobie i że pan Marceli za rok, za dwa zdawszy egzamen konduktorski lub też prędzej, kiedy się interesa wyklarują, przyjdzie do was, majstrze, po starodawnemu, oto skłoni się do nóg i prosić będzie o rękę córki. Czybyś majster mu odmówił?
— Ho-ho, adyć jegomość lepiej po prostu z mostu powiedz swoje, a nie zajeżdżaj tam z daleka! — zawołał uśmiechając się Szczepaniak, u którego trunek, wywołujący zwykle wszystko na wierzch — i wrodzoną prostym ludziom baczność podbudził.
— Daję najświętsze słowo honorowe, najprostszą drogą jadę, kumie uczciwy, i czuję, że byście zezwolili, nie dlatego oto, że pan Gulmańcewicz jest synem urzędnika, szlachcic nieubogi, że będzie architektem, ale że wam pieszczoszek jakoś przypadł do serca — i pewniście, że by córce potrafił zapewnić szczęście.
— Jużci, ma się wie, że pan Marcin poczciwy pan, że to dobre, łagodne jak panienka.
— Niech żyje! — huknął Porucznik wychylając duszkiem sążnistą szklanicę; współbiesiadnicy poszli za jego przykładem.
— Otóż pozwól siebie zapytać, kochany kumie, czybyście zezwolili, gdyby was, przypuściwszy, pan Marceli poprosił?
— A cóż wam przyjdzie wiedzieć? — zagadnął stary wesoło, wyciągając sobie zasmolone palce.
— Co by nie miał zezwolić, do stokroćset batalionów bomb i kartaczy? O, już śmieje się, w to mu graj, wnuczków chce się staremu, sakr, ładne by były!
— Takutenieczko sądziłem — rzekł Jabłuszko biorąc go drugą ręką za guzik z drugiej strony kapoty. — Znacie panią Kontrolerową, kobieta najlepsza pod
— Ho-ho, adyć jegomość lepiej po prostu z mostu powiedz swoje, a nie zajeżdżaj tam z daleka! — zawołał uśmiechając się Szczepaniak, u którego trunek, wywołujący zwykle wszystko na wierzch — i wrodzoną prostym ludziom baczność podbudził.
— Daję najświętsze słowo honorowe, najprostszą drogą jadę, kumie uczciwy, i czuję, że byście zezwolili, nie dlatego oto, że pan Gulmańcewicz jest synem urzędnika, szlachcic nieubogi, że będzie architektem, ale że wam pieszczoszek jakoś przypadł do serca — i pewniście, że by córce potrafił zapewnić szczęście.
— Jużci, ma się wie, że pan Marcin poczciwy pan, że to dobre, łagodne jak panienka.
— Niech żyje! — huknął Porucznik wychylając duszkiem sążnistą szklanicę; współbiesiadnicy poszli za jego przykładem.
— Otóż pozwól siebie zapytać, kochany kumie, czybyście zezwolili, gdyby was, przypuściwszy, pan Marceli poprosił?
— A cóż wam przyjdzie wiedzieć? — zagadnął stary wesoło, wyciągając sobie zasmolone palce.
— Co by nie miał zezwolić, do stokroćset batalionów bomb i kartaczy? O, już śmieje się, w to mu graj, wnuczków chce się staremu, sakr, ładne by były!
— Takutenieczko sądziłem — rzekł Jabłuszko biorąc go drugą ręką za guzik z drugiej strony kapoty. — Znacie panią Kontrolerową, kobieta najlepsza pod
www.heavyvisions.pl