Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 59
wyśmienicie i od dawna nie czuła się tak dobrze jak teraz.
Józiak wstąpiwszy do kościoła Trynitarzy modlił się w kruchcie o jej zdrowie i o szczęście tych wszystkich, co kiedykolwiek dla sieroty okazali się przychylni.

II
Mon enfant! trzeba było jednak chociaż z lekka uchylić kapelusza. Na grzeczności nigdy nikt nie stracił... Szczepańskiego bardzo to zmartwiło, aż się użalał przed panem Baltazarem. Żaden nawet z tych panów nie uważałby, komu się kłaniasz.
— Strzeżże mnie, Boże,
ma chère maman! Zaręczam mamie, że go nie widziałem.
— Niech Marcelek nie udaje przed matką. Nie jest to jeszcze tak wielkie uchybienie; zawsze jednak na drugi raz trzeba być ostrożniejszym... tacy ludzie są bardzo uraźliwi. Gdybyś nie bywał u nich, to co innego... ale jeszcze dajesz lekcje.
— Ach, mamo najdroższa, powtarzam ciągle, że mi te lekcje kością w gardle stoją.
— Czy młoda Szczepańska nie korzysta z wykładu, nie chce się uczyć?
— O nie! Chociaż nie ma otwartej głowy, nauczyła się czytać wybornie, umie na pamięć pełno wyrazów, kilka rozmów — i bardzo, bardzo pilna. Tylko włóczyć się z miasta
sur les lecons, zabłocić nieraz...
— Przecież już teraz dajesz tylko dwa razy na tydzień.