Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 49
barwę zbliżenie dwojga tych ludzi i jeśli nie w oczach, to w sercu i słowach łzy im ciągle się sączyły, a łzy zwykle jednoczą ludzi ściślej niż uśmiechy.
— Może cioteczce poczytać trocha... jeśli to nie znuży?
— Owszem, Józiaku... kiedyś tak poczciwy, to weź książkę do nabożeństwa, w oczach mi się mroczy, sama bym czytać nie mogła.
— Czy też matka moja umiała i lubiła czytywać, cioteczko? — zapytał Józiak z dziecinną ciekawością, chcąc jakimkolwiek sposobem rozerwać chorą.
— Nie, kochanie, matka twoja nie umiała czytać — odrzekła prawdę Michałka, bo dopiero po wydaleniu się z domu stryja pani Anieli nauczyła się czytać i pisać.
— Biedne matczysko! To, widać, nie miała do tego ciekawości takiej jak ciocia?
— Ciekawość z musu, i ja dopiero nauczyłam się po jej śmierci... trzeba było dzieciakom abecadło pokazywać, choć to się na nic nie zdało, bo oto ich nie ma — odparła Michałka marszcząc brwi ponuro.
— Mój Boże! matka, gdyby żyła, byłaby jeszcze młodą kobietą!
— A tak! miała siedmnasty rok, kiedyś się urodził. Dwoje nas tylko sierot oto pozostało na świecie, Józiaku! Bóg i tak łaskaw! Wybaczyłeś mi, żem o tobie zapomniała...
— Ach! cioteczko, niby nie wiem, co to bieda! Samemu trudno się wyżywić, a cóż dopiero kilkoro dzieci! Trzeba by być niegodziwcem, żeby mieć za to urazę. Jaka to uciążliwa musiała być praca dla ciotki, co taka szczupła i słabowita.
— Nie zawsze taką byłam jak teraz... przeciwnie, w młodszych latach samo zdrowie, ale, wyznam ci szczerze, do pracy nigdy wielkiej nie miałam ochoty.
— Może cioteczce poczytać trocha... jeśli to nie znuży?
— Owszem, Józiaku... kiedyś tak poczciwy, to weź książkę do nabożeństwa, w oczach mi się mroczy, sama bym czytać nie mogła.
— Czy też matka moja umiała i lubiła czytywać, cioteczko? — zapytał Józiak z dziecinną ciekawością, chcąc jakimkolwiek sposobem rozerwać chorą.
— Nie, kochanie, matka twoja nie umiała czytać — odrzekła prawdę Michałka, bo dopiero po wydaleniu się z domu stryja pani Anieli nauczyła się czytać i pisać.
— Biedne matczysko! To, widać, nie miała do tego ciekawości takiej jak ciocia?
— Ciekawość z musu, i ja dopiero nauczyłam się po jej śmierci... trzeba było dzieciakom abecadło pokazywać, choć to się na nic nie zdało, bo oto ich nie ma — odparła Michałka marszcząc brwi ponuro.
— Mój Boże! matka, gdyby żyła, byłaby jeszcze młodą kobietą!
— A tak! miała siedmnasty rok, kiedyś się urodził. Dwoje nas tylko sierot oto pozostało na świecie, Józiaku! Bóg i tak łaskaw! Wybaczyłeś mi, żem o tobie zapomniała...
— Ach! cioteczko, niby nie wiem, co to bieda! Samemu trudno się wyżywić, a cóż dopiero kilkoro dzieci! Trzeba by być niegodziwcem, żeby mieć za to urazę. Jaka to uciążliwa musiała być praca dla ciotki, co taka szczupła i słabowita.
— Nie zawsze taką byłam jak teraz... przeciwnie, w młodszych latach samo zdrowie, ale, wyznam ci szczerze, do pracy nigdy wielkiej nie miałam ochoty.
www.heavyvisions.pl