Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 45
U tej kobiety wyszłej z ludu, której niedawna, krótka przeszłość była szaleństwem — przejście gwałtowne z mniemanego zbytku do rzeczywistej nędzy musiało obudzić i zakołatać przypomnieniem i bojaźnią religijną, tkwiącą u ludu naszego pojętniej, głębiej niż gdzie indziej.
U nas prawie przypuścić nie można takich pogan i poganek, wylęgłych na śmieciowiskach wielkich miast europejskich, o których naczytaliśmy się tyle jaskrawych i nieraz mistrzowskich malowideł w rozlicznych składnych utworach obcych, co jednak, tak jak pamiętniki na historię ubiegłą, powinny prawdziwością, możliwością typów — rzucać światło na bieżące dzieje obyczajów społecznych.
Tak, są występki, które do nas, dzięki Bogu, chyba w chwili wyjątkowej mogłyby zawitać, ale nie zagnieździć się; chociaż, gdyby nawet istniały, potrafilibyśmy wynaleźć niemało smutnych paradoksów i bolesnych prawie dowodów, poniekąd zniewalających sądzić o nas z większym pobłażaniem niż o obłych; tak na przykład tradycyjny ów rozbójnik abruzzyjski, gorliwie modlący się do świętej Patronki, żeby szczęśliwie mógł zamordować i złupić kilku podróżnych niewinnych — jest typem nabożnego bałwochwalstwa, nie istniejącego pod północnym niebem naszym.
Przeczucie religijne, dotrwałe lub obudzone w ciemnej, upadłej istocie, albo ją hamuje, albo też nawra-