Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 42
cham, Józiaczku! — dodała ocierając zimny pot z czoła chustką, na której krwawe plamki chciała ukryć ręką przed Józiakiem.
— Doktor, jak tu był wczoraj, powiadał mi przy ojcu Jakubie, że teraz znacznie lepiej niż przed tygodniem i że po tym lekarstwie, co zapisał, powinno polepszyć się zupełnie — skłamał Józiak udając tylko, że cokolwieczek odsuwa stołek od łóżka.
— Póki było lato i słoneczko dogrzewało, było mi lepiej, teraz zima mokra, ciągle śnieg i wilgoć, że i najzdrowszemu niezdrowo. Da Bóg, mróz pewnie weźmie niedługo, to mi będzie znośniej... Nie bój się, moje dziecię, wypogodzi się w tych dniach, będzie ci tu weselej niż teraz z chorą, kwękającą ciotką... Przyjdzie ojciec Jakub, może i kum Szczepan zajrzy albo my pójdziemy tam na Głęboką odwiedzić pannę Marcysię i poczciwą Fidrykowę. Nie mówiłeś mi też, co tam słychać u Szczepaniaków, czy zdrowi? czy ci dzisiaj byli radzi? — zapytała go zwolna i widocznie znużona tylu słowami.
— Jak zwykle, cioteczko, bardzo mi byli radzi — prosili wszyscy, żeby ciocię pozdrowić... stara Jakubowa zapada coś na oczy, Maciuś wkrótce wyzwoli się na majstra, byłby tu przyszedł ze mną, ale ma pilną robotę.
— Czy pani Gulmańcewicz wyprowadziła się od kuma Szczepana?
— Nie, matka mieszka jeszcze. Wchodząc spotkałem właśnie pannę Marcjannę, jak z facjatki schodziła.
— To panna Marcysia przestała już brać lekcje?
— Owszem, cioteczko! Gulmańcewicz przychodzi na lekcje — odparł unikając jej wzroku. Byłby z pewnością zarumienił się, gdyby silniejsze, boleśniejsze wrażenie, jakie widok cierpiącej ciotki na nim wywie-
— Doktor, jak tu był wczoraj, powiadał mi przy ojcu Jakubie, że teraz znacznie lepiej niż przed tygodniem i że po tym lekarstwie, co zapisał, powinno polepszyć się zupełnie — skłamał Józiak udając tylko, że cokolwieczek odsuwa stołek od łóżka.
— Póki było lato i słoneczko dogrzewało, było mi lepiej, teraz zima mokra, ciągle śnieg i wilgoć, że i najzdrowszemu niezdrowo. Da Bóg, mróz pewnie weźmie niedługo, to mi będzie znośniej... Nie bój się, moje dziecię, wypogodzi się w tych dniach, będzie ci tu weselej niż teraz z chorą, kwękającą ciotką... Przyjdzie ojciec Jakub, może i kum Szczepan zajrzy albo my pójdziemy tam na Głęboką odwiedzić pannę Marcysię i poczciwą Fidrykowę. Nie mówiłeś mi też, co tam słychać u Szczepaniaków, czy zdrowi? czy ci dzisiaj byli radzi? — zapytała go zwolna i widocznie znużona tylu słowami.
— Jak zwykle, cioteczko, bardzo mi byli radzi — prosili wszyscy, żeby ciocię pozdrowić... stara Jakubowa zapada coś na oczy, Maciuś wkrótce wyzwoli się na majstra, byłby tu przyszedł ze mną, ale ma pilną robotę.
— Czy pani Gulmańcewicz wyprowadziła się od kuma Szczepana?
— Nie, matka mieszka jeszcze. Wchodząc spotkałem właśnie pannę Marcjannę, jak z facjatki schodziła.
— To panna Marcysia przestała już brać lekcje?
— Owszem, cioteczko! Gulmańcewicz przychodzi na lekcje — odparł unikając jej wzroku. Byłby z pewnością zarumienił się, gdyby silniejsze, boleśniejsze wrażenie, jakie widok cierpiącej ciotki na nim wywie-
www.heavyvisions.pl