Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 40
USTĘP CZWARTY
 
O niech na chwilę złość się już
[schowa,
Rany sztyletem nie cuci,
Niech choć przed skonem zabrzmią ta
[słowa:
„Wróci twój anioł, wróci."
MALCZEWSKI — MARIA

I
— O Matko Bolesna! abym przynajmniej jeszcze tylko z roczek mogła patrzeć na niego! — szeptała Michałka.
Deszcz ze śniegiem nudnie spływał po szybach, chmury i obłoki ołowianej barwy przeciągały coraz gęściej, coraz ciemniej, a flaga i błoto zimowe zbijało się w brudne, zamarzłe kałuże na podwórku. Łzy gradem pociekły kobiecie z oczu zapadłych, chciała klęknąć przed obrazem Najświętszej Panny; ale zaledwie miała siłę podnieść się na łóżku, porwał ją kaszel gwałtowny, który nadaremnie usiłowała przytłumić.
Józiak, drzemiąc na stołku w kącie, ocknął się nagle i wyskoczył na równe nogi.
— A mówiłem, cioteczko kochana, że na taką niepogodę lepiej było nie podnosić się z pościeli. Połóż się, ciociu, połóż! Znowu płaczesz? Czy dolega co, boli gwałtowniej?
— Nie, Józiaczku, Bóg łaskaw, nic mi nie dolega.
— A mój Boże, to się nie godzi dręczyć tak ciągle