Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 39
Poczciwy Paweł, zazdroszcząc Marcelkowi zaszczytu tańczenia z panią Anielą, przyjrzał się uważnie tu pląsającej rzeszy i w następującym kontredansie figurował z panną Karoliną, która go litośnym uśmiechem ośmieliła. Tańczył nie bardzo zgrabnie, ale i w niezgrabności może być wdzięk zaniedbania, niepretensjonalność i dobra wola, co nie chcąc się wyłączać od zabawy, żartując sama z siebie, upoważnia drugich do żartów. — Areopag starszych, nietańczących kobiet, mając z niego prawdziwą uciechę, zauważał jednak, że mimo niezłego wzrostu małą ma nogę, dobrą figurę i wyraziste oczy, a kiedy potem rozruszanego pani Celestynowa przedstawiła kilku członkom areopagu, jednozgodnie zawyrokowały, że biegle wyraża się po francusku i przyjęły go jako dobry materiał, z którego salon mógłby mieć pożytek.
— A widzisz, Polunieczku, mówiłeś, że nie będziesz tańczył. Vous non tenez pas votre parole... c'est bien! — szepnął Marcelek.
— Jakże się cieszę, żeś tak łaskaw, panie Sarmiewicz, przyjąć udział w zabawie... Czcigodny burgund, widać, rozbudził pana — rzekł nadzwyczaj grzecznie Beleński i wziął go pod rękę, uśmiechnąwszy się z lekka do żony, która mu się bacznie przyglądała.
Pan Celestyn zapomniał przy kolacji podać ręki Jenerałowej. Ludzie w pewnym wieku używający przysłów: „ten, tego, jak się nazywa itp.", mają w ogóle krótszą pamięć od ludzi używających przysłów: „owóż tedy, mości dobrodzieju, mospanie itp." — i najczęściej przyczynili się sami do osłabienia tego szacownego daru.