Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 36
względem których Celestyn się nie zmienił i zawsze miał piękny zapasik, na próżno chciała, żeby grzecznie podziękował i starał się jakoś przypodobać natychmiast nauczycielowi. Urwis cichaczem wysączał kieliszki, gdzie tylko dopadł, i zaledwie mógł się na nogach utrzymać. Dopiero go Beleński wyprowadził i kazał przy sobie położyć się w łóżku. Chłopak wił się, kwiczał i wyrywał służącym, co go przez gwałt rozebrali.
Celestyn tymczasem zbliżył się do Pawła. Zastanowiwszy się przez chwilę, uszczęśliwił go obietnicą, że będzie z nim brał razem kurację zimną wodą, i chciał wyprowadzić znów do kominka na zajmującą gawędkę, szczęściem, przestali na chwilę tańczyć — i Paweł, zoczywszy próżne krzesło przy pani Anieli, ośmielił się usiąść na chwilę. Właśnie wtedy stojący naprzeciwko Marcelek angażował pannę Karolinę do następnego tańca i przysiągł sobie w duszy, że na przyszły wieczór musi mieć lornetkę, nowy łańcuszek do zegarka i biały krawat, jak wielu z obecnych. Myśl ta sympatycznie widać oddziałała na pannę Karolinę, bo przyjmując zaproszenie uśmiechnęła się do niego tak grzecznie, jak do żadnego z innych młodych taneczników, co na wyścigi wyrywali ją sobie, a jednak wielu z nich było przystojniejszych, znacznie lepiej ułożonych, należących po największej części do jej sfery co do stosunków i zamożności, i nawet nie zwracali uwagi na tego nieznaczącego przybysza, co go wprowadził kuzyn jego, jakiś tam budowniczy i przedtem guwerner Stasia.
— W imieniu nas wszystkich i siebie, dziękuję panu z serca, panie Sarmiewicz. Będziemy więc znów tak jak kiedyś pod jednym dachem — rzekła pani Aniela. Wielkie błękitne oczy spojrzały na Pawła jakoś przychylnie i z szybkością gazu rozjaśniającego