Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 33
miesz się pan, co to za gospodarstwo. Zabudowania są w ruinie, dwór rudera, a co najgorsza, że wielu chłopów mieszka jakby w szałasach, chałupy ich walą się po prostu, ani byś pan poznał teraz tego majątku. Nie jestem bynajmniej za zbytecznymi ustąpieniami dla klasy roboczej, ale ponieważ w Gierzejach są gospodarze pańszczyźniani i komornicy, tym bardziej dbać powinienem o ich jaki taki dobrobyt, na którym polega mój własny, a przynajmniej o to, aby mieszkali lepiej niż sprzążaj. Otóż zdaje mi się, że to będzie równie po chrześcijańsku i religijnie zacząć naprzód od wybudowania chałup, stodół i zabudowań dworskich, a potem wystawimy kapliczkę i dworek, czy tam pałacyk... jak pan sądzisz?
— Zgadzam się z panem najzupełniej — odrzekł Paweł patrząc nieco zdziwiony na wąsatego eks-konkurenta nr 1.
— Teraz najtwardszy orzech do zgryzienia, bo to na pana wkładam obowiązek wytłumaczyć kobietom, a zwłaszcza też mojej żonie, że mam słuszność... Dla przekonania się o niej proponuję panu wycieczkę ze mną na kilka dni, jeżeli pan masz czas. Mróz weźmie lada dzień i trafimy właśnie na polowanie do brata Celestyna do Lisówki... zgoda?... Ale to tam mniejsza! Teraz druga, najważniejsza prośba, uwziąłem się, żeby pana do reszty zanudzić na dzisiejszym balu.
— Owszem, panie, słucham jak najchętniej.
— Od czasu jak pan wyjechałeś z Gierzejów, Staś miał kilku guwernerów, ale że to faworyt matki, rozpieszczony, więc się to prawie nic a nic nie uczyło, chłopak wyrósł na takiego głąba, że nawet uwierzyć nie podobna. Gdybym tu był bawił, z pewnością oddaliby go do szkół, ale Celestyn od pierwszego dnia małżeństwa zaraz zaczął nosić czepek i spódniczkę.