Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 32
— Daję ci słowo, że lepiej się bawiłem u Szczepaniaków przeszłego roku... pamiętasz?
— Vous ne disez pas la vérité — odrzekł krzywiąc się Marcelek.
— Marcelku! nie mieszaj tak francuszczyzny, zwłaszcza też mówiąc z kobietami.
— Strzeżże mnie, Boże! — odrzekł tając urazę kuzynek. — Ach! jaka pani Beleńska prześliczna! Powiedz mi, czy ona taka ukształcona, czyta dużo?
— Nie potrafię ci dokładnie odpowiedzieć, zdaje się, że dosyć — odrzekł Paweł odwracając się nagle.
Zagrali kontredansa, młodzież pobiegła do sali.
— Ten kuzyn pański także pracuje w budownictwie?
— Tak, panie!
— Tańczy tak biegle, że mógłby dawać lekcje tańców wieczorowych i przy tym, widać, przytomny chłopiec — rzekł pan Beleński, nieco zadumany, bawiąc się wstążeczką od lornetki. Spojrzawszy na Pawła, który patrzał nań bacznie i na serio, nagle jakby się ocknął i dodał bardzo grzecznie: — Mam do pana dwie prośby, panie Sarmiewicz! Żona moja pragnie koniecznie wystawić w Gierzejach kaplicę, Karolcia i Radczyni oczywiście podbudzają ją, pański projekt jest bardzo gustowny, o ile mi Aniela mówiła. Chociaż nas spadek po stryju prawie wzbogacił, prosiłem pana, żeby to jak najoszczędniej urządzić. Teraz bym pana prosił, żeby jak na dziś dać temu spokój najzupełniej, i wytłumaczę panu dlaczego. Od czasu jakeśmy się pobrali, mieszkaliśmy w moim majątku, na samym pograniczu w Galicji. Gierzeje były w dzierżawie. Dzierżawcy nie oszczędzają majątków. Radczyni gospodarowała przedtem po kobiecemu, a dorozu-
— Vous ne disez pas la vérité — odrzekł krzywiąc się Marcelek.
— Marcelku! nie mieszaj tak francuszczyzny, zwłaszcza też mówiąc z kobietami.
— Strzeżże mnie, Boże! — odrzekł tając urazę kuzynek. — Ach! jaka pani Beleńska prześliczna! Powiedz mi, czy ona taka ukształcona, czyta dużo?
— Nie potrafię ci dokładnie odpowiedzieć, zdaje się, że dosyć — odrzekł Paweł odwracając się nagle.
Zagrali kontredansa, młodzież pobiegła do sali.
— Ten kuzyn pański także pracuje w budownictwie?
— Tak, panie!
— Tańczy tak biegle, że mógłby dawać lekcje tańców wieczorowych i przy tym, widać, przytomny chłopiec — rzekł pan Beleński, nieco zadumany, bawiąc się wstążeczką od lornetki. Spojrzawszy na Pawła, który patrzał nań bacznie i na serio, nagle jakby się ocknął i dodał bardzo grzecznie: — Mam do pana dwie prośby, panie Sarmiewicz! Żona moja pragnie koniecznie wystawić w Gierzejach kaplicę, Karolcia i Radczyni oczywiście podbudzają ją, pański projekt jest bardzo gustowny, o ile mi Aniela mówiła. Chociaż nas spadek po stryju prawie wzbogacił, prosiłem pana, żeby to jak najoszczędniej urządzić. Teraz bym pana prosił, żeby jak na dziś dać temu spokój najzupełniej, i wytłumaczę panu dlaczego. Od czasu jakeśmy się pobrali, mieszkaliśmy w moim majątku, na samym pograniczu w Galicji. Gierzeje były w dzierżawie. Dzierżawcy nie oszczędzają majątków. Radczyni gospodarowała przedtem po kobiecemu, a dorozu-
www.heavyvisions.pl