Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 29
— Zwaliska te tak strasznie wyglądają, że samej ich brzydoty można się było obawiać — odparła Celestynowa patrząc nieco przenikliwiej na Pawła.
— Ale, ale, panie Sarmiewicz, mówiłam pańskiemu kuzynowi, żebyście panowie byli tak łaskawi zrobić kilka planów na parę altanek, ale ładnych, w takim chińskim guściku, jak to za sadzawką w Gierzejach. Mama chce kazać u nas w ogrodzie wystawić takie same.
— Powinnam podziękować panu i za poznajomienie i powinszować takiego kuzynka... Bardzo jest dobrze — ułożenie bardzo przyzwoite i skromne. Jak mi tylko czas pozwoli, będę chciała odwiedzić panią Gulmańcewicz... Znałyśmy się, kiedy jeszcze byłam prawie dzieckiem, a ona zajmowała się edukacją hrabianki Izabeli. Jakże się powodzi tej zacnej kobiecie?
— Dosyć dobrze.
— Bardzo mnie to cieszy, podziękuj jej pan ślicznie za pamięć.
— Ale, ale, panie Sarmiewicz, mamy do pana wielką prośbę, i bardzo by nam przykro było, gdybyś pan odmówił — odezwała się znów panna Karolina.
— Co panie rozkażą? — zagadnął Paweł, którego oczy mimo woli wybiegały ustawicznie za portierę.
— To najlepiej powie panu pan Beleński — odezwała się Celestynowa — ale jeżeli z mojej strony wolno parę słów dołączyć, to bym także prosiła, żeby nam nie odmówić!
I wybiegły mama z córką szepnąwszy coś w przebiegu do Beleńskiego, który wszedł z kieliszkiem wina