Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 28
— Kogoś? to pewno mnie.
Chodźmy, panie Pawle! — zawołał pan Celestyn i ciężkim krokiem ruszył się, jakby w palonych kirasjerskich butach. Kobiety zatrzymały Pawła.
— Panie Sanniewicz! wspomniała mi właśnie Anielka o pańskim projekcie, kuzyn pański mówił także, jakeście panowie nad nim właśnie pracowali... to będzie bardzo ładnie, ale wie pan, gdzie podług mnie najpiękniejsze miejsce na kapliczkę... obok zwaliska... za szpalerem ogrodowym... — mówiła tak szybko, że Paweł nie miał czasu przerwać. — Gierzeje wiele zyskają na takim przyozdobieniu. Beleńscy mają potem zamiar wystawić i pałacyk, nie wątpię, że tak jak kapliczka będzie to coś bardzo eleganckiego, jeśli się pan tym zajmiesz... ale tylko kapliczki nie stawiajcie, państwo, zmiłujcie się, gdzie te fatalne zwaliska... Dziwi mnie, że Anielka dotychczas nie kazała ich zrównać z ziemią.
— Przestałyby się pokazywać strachy, których panie tak się kiedyś obawiały w Gierzejach — odparł Paweł z lekkim uśmiechem.
— My z Anielką nie, tylko mama — odezwała się trzpiotowato Karolina.