Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 27
ale za to nie stracił z oka ani jednego ruchu pani Anieli, przy której siadł przystojny, wysmukły jakiś modniś z lornetką w oku i zaczął z cicha, a widać zajmująco rozmawiać, bo kobieta uśmiechała się i zamyślała na przemiany.
— Przy twoim sedentarnym trybie życia, szanowny pedagogu, daruj, panie Pawle — nic — jak zimna woda, zaraz będziesz lepiej wyglądał, a w zimie to najbardziej skutkuje, muszę i ja znowu rozpocząć — jak myślisz?
— Zapewne!
— Nie potrzebujesz nawet, panie, robić abreibungu, brać tuszę albo kłaść umszlag lub okrywać się kocami. Dosyć tylko — ten — wstawszy co rano parę kubełków albo konewek wody zimnej ze studni, potem zaraz ubrać się, pobiegać, ostro, ostro pobiegać — zobaczysz, że mi podziękujesz.
— O, podziękuję niezawodnie — odparł Paweł wstając nagle i zbliżając się do portiery, gdzie spotkał się nos w nos z panią Celestynową, co na jego widok rozjaśniwszy nagle zmarszczone czoło zbliżyła się do męża i cichutko szepnęła mu do ucha:
Au lieu de faire ici 1'imbécile avec Monsieur chose, raczże pokazać szanowne swoje oblicze w sali. Wyręczysz potem przy wiście Jenerała — rozumiesz? a Jenerałowej podasz rękę do kolacji, nie zapomnisz?
— Ten — pamiętam.
— Papo, papo — zawołała wbiegając żywo panna Karolina — szwagier gra w karty; wino prawie nie tknięte, a panowie tak tańczą ochoczo — trzeba kogoś, co by zachęcił.