Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 23
między obywatelsko-wiejskiej chorągwi, bawiącej w Warszawie podczas karnawału. Inaugurowała właśnie tego wieczora ciąg periodycznych zebrań tańcujących prawie balem, co w pokaźnych obszernych salonach po nieboszczyku stryju pani Anieli, a ojcu Józiaka stolarczyka, zakrawał na nie lada wystąpienie. Panu Beleńskiemu wąsy jeszcze bardziej urosły, zaokrągliła się tusza i francuszczyzna in statu quo pozostała. Przyjął Pawła i świeżo wprowadzonego Marcelka dosyć protekcyjnie; za to pan Celestyn i w ogóle kobiety bardzo dla nich były grzeczne, a panna Karolina, wesoła panna, pięknych oczu, pięknej tuszy i wzorowego zdrowia, zawezwawszy do pomocy brata swojego, już teraz sporego wyrostka, z dawnym jego nauczycielem rozgawędziła się tak poufale, jakby się co dzień widywali, jakby w Gierzejach na ganku od ogrodu. Podczas tej rozmowy wzrok jej odpoczął parę razy na świetnej czuprynie, na kartofelkowym nosku, na symetrycznych faworytach i błyszczących guziczkach od kamizelki Marcelka, który kształcąc się z zamiłowaniem na tylu kompletach w choreografii, nie tak dobrze i zgrabnie, jak raczej wprawnie i pracowicie tańczył... Na wieczorkach u Witruwiusza dosyć spodobał się kobietom; tutaj, chociaż kręciły z początku noskami wciągając tyle zmieszanych, bijących od niego zapachów, a niektóre na loczki pudelkowate z uśmiechem spoglądały, na pierwszy rzut oka odgadły w nim zaraz istotę należącą do wieczornego plebsu, zaproszonego dla zapchania miejsca i poruszania nogami, który kobiety protegują czasem, bo się go nie obawiają. Przy nieznaczącej a niebrzydkiej twarzyczce, dobrym wzroście i nierażących ruchach, wiernie przejętych od młodzie-
www.heavyvisions.pl