Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 2
— Koniecznie jutro? Poczekajże, tak, przed wieczorem o piątej, o szóstej przyjdź oto majster do Winawera na miód, ja go tam sprowadzą.
— Bardzo będę obowiązały panu Porucznikowi.
— Fatałaszki, mój brachu! Cóż to za wielka historia! Nie masz oto parę złotych drobnymi na podorędziu... a wiesz na co? Sakr-panie, klucz oto zgubiłem od kwatery i trzeba będzie przenocować chyba w hotelu jakim.
— A to chodź pan do mnie!
— Subiekcja.
— Choroba tam subiekcja!
— Ano zgoda, wiarusie, po obozowemu, po żołniersku, sakr-panie!
IV
Nazajutrz przed wieczorkiem kum Szczepan czekał już u Winawera na Mostowej przeszło dwadzieścia minut, nim z Porucznikiem przyszedł Jabłuszko, ubrany stosownie do pory w prunelowy tużurek i letnie majtki.
— Witam, witam najzacniejszego pana Szczepaniaka, poczciwego majstra naszego, toćże my to w jednym bractwie widzieli się nieraz i robiliśmy interes, oto i Porucznik tyle mi zawsze o panu wspomina, pani Kontrolerowa jeszcze więcej, znamy się więc od dawna, a dają najświętsze słowo honorowe, nie poznaliśmy się jakoś bliżej. Jakiegoż się miodku napijemy, panie dobrodzieju?
— Pan dobrodziej pozwoli, mospanie, że to ja prosiłem.
— Nic straconego, nie bój się, postawi pan Jabłuszko jedną, a ty drugą i tam dalej — wtrącił Porucznik i zarżał gardłowym śmiechem.
— Bardzo będę obowiązały panu Porucznikowi.
— Fatałaszki, mój brachu! Cóż to za wielka historia! Nie masz oto parę złotych drobnymi na podorędziu... a wiesz na co? Sakr-panie, klucz oto zgubiłem od kwatery i trzeba będzie przenocować chyba w hotelu jakim.
— A to chodź pan do mnie!
— Subiekcja.
— Choroba tam subiekcja!
— Ano zgoda, wiarusie, po obozowemu, po żołniersku, sakr-panie!
IV
Nazajutrz przed wieczorkiem kum Szczepan czekał już u Winawera na Mostowej przeszło dwadzieścia minut, nim z Porucznikiem przyszedł Jabłuszko, ubrany stosownie do pory w prunelowy tużurek i letnie majtki.
— Witam, witam najzacniejszego pana Szczepaniaka, poczciwego majstra naszego, toćże my to w jednym bractwie widzieli się nieraz i robiliśmy interes, oto i Porucznik tyle mi zawsze o panu wspomina, pani Kontrolerowa jeszcze więcej, znamy się więc od dawna, a dają najświętsze słowo honorowe, nie poznaliśmy się jakoś bliżej. Jakiegoż się miodku napijemy, panie dobrodzieju?
— Pan dobrodziej pozwoli, mospanie, że to ja prosiłem.
— Nic straconego, nie bój się, postawi pan Jabłuszko jedną, a ty drugą i tam dalej — wtrącił Porucznik i zarżał gardłowym śmiechem.
www.heavyvisions.pl