Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 19
— A mój Boże! Pan za dobry i za łaskaw na nas! — zawołał Józiak całując go w ramię i łzy mu w oczach błysnęły. — Ale już czas ubierać się, proszę pana budowniczego. Może trzeba przynieść wody albo rzeczy wyczyścić?
— A to na cóż miałbym ciebie trudzić? Jest przecie stróż, co mi to wszystko zrobi, a zresztą ja sam potrafię.
— Za tyle dobrego nawet pan takim drobiazgiem nie pozwoli sobie odsłużyć, kiedy by mi to było najmilej... A może z łaski pańskiej dostałbym znów jaką książeczkę do czytania. Ciotka po nocach kaszle, trzeba jej często podać oto lekarstwa — sen mam twardy, a czytając nigdy nie zasnę.
— Nie wiem, czy co mam na podorędziu stosownego dla ciebie, ale zobacz na półce, jest tam kilka nowych książek, com dziś wziął do czytania.
Zaturkotała wtem dorożka, po długich korytarzach rozległ się chód skrzypiący i wszedł Marcelek, a z nim otwarta apteka perfum z paczulą na czele.
— Bonjour Poluniowi! Jeszcze to nie ubrany? Zmiłuj się! Le bal on a commencé déjà. Tylko prawda, że to u ciebie wszystko prędko idzie. Mama prosiła, żebyś w jej imieniu zaprezentował ukłony i uszanowanie pani Radczyni, macosze pani Beleńskiej... Patrzcie państwo, jak to góra z górą się nie zejdzie, a człowiek... Czy też mama spodziewała się, mój Polunieczku, żeś w ich domu przez tak długi czas bawił przedtem... Jak się masz, panie Sierocki?
— Kiedy się będę ubierał, może przez ten czas fajkę, wypalisz — poprosił gospodarz.
— A to na cóż miałbym ciebie trudzić? Jest przecie stróż, co mi to wszystko zrobi, a zresztą ja sam potrafię.
— Za tyle dobrego nawet pan takim drobiazgiem nie pozwoli sobie odsłużyć, kiedy by mi to było najmilej... A może z łaski pańskiej dostałbym znów jaką książeczkę do czytania. Ciotka po nocach kaszle, trzeba jej często podać oto lekarstwa — sen mam twardy, a czytając nigdy nie zasnę.
— Nie wiem, czy co mam na podorędziu stosownego dla ciebie, ale zobacz na półce, jest tam kilka nowych książek, com dziś wziął do czytania.
Zaturkotała wtem dorożka, po długich korytarzach rozległ się chód skrzypiący i wszedł Marcelek, a z nim otwarta apteka perfum z paczulą na czele.
— Bonjour Poluniowi! Jeszcze to nie ubrany? Zmiłuj się! Le bal on a commencé déjà. Tylko prawda, że to u ciebie wszystko prędko idzie. Mama prosiła, żebyś w jej imieniu zaprezentował ukłony i uszanowanie pani Radczyni, macosze pani Beleńskiej... Patrzcie państwo, jak to góra z górą się nie zejdzie, a człowiek... Czy też mama spodziewała się, mój Polunieczku, żeś w ich domu przez tak długi czas bawił przedtem... Jak się masz, panie Sierocki?
— Kiedy się będę ubierał, może przez ten czas fajkę, wypalisz — poprosił gospodarz.
www.heavyvisions.pl


