Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 17
— Już dawno po dziewiątej — pan budowniczy pewno zacznie się zaraz ubierać... Tak tam całe pierwsze piętro oświecone, jakby w teatrze. Kiedym dziś odnosił stołki, pani Grzybińska mówiła, że to będzie bal co się zowie, bo to niby z powodu przyjazdu macochy i siostry samej pani Beleńskiej.
— Wiem — i przyznam ci się, mój bracie, że nie mam wielkiej ochoty iść na ten bal. Bardzo by się tam beze mnie obejść mogli — tańczę niegodziwie, z kobietami nie umiem rozmawiać.
— Zmartwiłaby się pani, gdyby pan nie poszedł.
— Skądże tak miarkujesz, ciekawym? — zapytał ostro Paweł, który jednak o tym przedmiocie powinien był przestać mówić.
— Zawsze prawie, skoro odnoszę robotę, pani tak łaskawa, że rozmawia ze mną i zawsze się o pana pyta grzecznie i wspomina — rzekł Józiak z cicha. Patrząc sympatycznie na zdumioną twarz Pawła, postawił nieśmiało przy rajzbrecie wcale zgrabną toaletkę mahoniową, którą dotychczas trzymał pod pachą.
— Cóż to za toaletka?
— To, proszę łaski pana, w warsztacie u naszego majstra zrobił tam czeladnik dla jednego pana, ale pan ten wyjechał za granicę, a czeladnikowi potrzeba pieniędzy. Może by się panu przydała... dwa ruble, niedrogo!
Skłamał chłopczyna. Sam po nocach zrobił toaletkę, a kosztowała go najmniej pięć rubli.
— Żartujesz chyba, sama robota warta więcej... Owszem, dam chętnie cztery, ale chyba jutro przed wieczorem, bo dzisiaj...
— Choćby za kilka dni, to wszystko jedno... na co zaraz cztery, kiedy on tylko żąda dwa, proszę łaski pana? Jejmość ta, co z nią moja ciotka mieszka, ma do sprzedania płótno grube, ale jędrne i niedrogie. Prze-