Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 15
nawszy z ziemią zwaliska, żadną pamiątką nie nacechowane, żadnej nie dające ozdoby, przed oknem dworu od ogrodu roztaczałby się skromny, ale wdzięczny krajobraz. Wzrok, biegnąc po cienistych ulicach z wiązów i klonów, mógłby z przyjemnością odpocząć na wysmukłej i kształtnej budowli, wkoło której świerki i modrzewie tak wydatnym różniły się odcieniem od pobliskiej olszyny i dalszych lasów nieiglastych. W pogodny dzień, poniżej wzgórza, wzrok mógłby dosięgnąć i błyskającą w dali wstęgę rzeki, i na przeciwnym brzegu niebieszczące bory.
Najłatwiej to oku zachwycać się widokiem, co go sama przyroda utworzyła lub ręka ludzka tylko cokolwiek dopomogła; widok jednak choćby najskromniejszy, aby niewysilony, co go wprost człowiek utwarza, nieraz jest u nas konieczny na wsi, gdzie najczęściej zanadto zaniedbują otoczenie, jakby go nie potrzebowali i nie czuli jego potężnego wpływu na duszę naszą; jakby na świadectwo, że brak nam zmysłu estetycznego, co jednak plemieniu naszemu łatwo czerpać o nim pojęcie, choćby tylko w kształtnych rysach kobiet naszych. Z okien tylu dworów — i to we wsiach porządnych — nie ma na co patrzeć, po ogrodach tylu nie ma po co chodzić, a przecie tanim kosztem i najmniej wdzięcznej miejscowości nadać można wdzięk jakiś, którego każdy ślad świadczy zawsze o dbałości, naznacza jakimś odcieniem oświaty, do której dążymy usilnie.
Wyobrażał sobie Paweł, jakby to dziedziczka, siadłszy czasem w oknie lub wyszedłszy do ogrodu, kiedy zachód ostatnimi promykami ozłoci krzyż na wieży, lubiła pomarzyć i podumać. Wysmukła jej postać snułaby się do późnego mroku jak cień kształtny po ciemnych alejach, czasem przelotny uśmiech, czasem łzy zadrgałyby może w wielkich, błękitnych źrenicach... te
Najłatwiej to oku zachwycać się widokiem, co go sama przyroda utworzyła lub ręka ludzka tylko cokolwiek dopomogła; widok jednak choćby najskromniejszy, aby niewysilony, co go wprost człowiek utwarza, nieraz jest u nas konieczny na wsi, gdzie najczęściej zanadto zaniedbują otoczenie, jakby go nie potrzebowali i nie czuli jego potężnego wpływu na duszę naszą; jakby na świadectwo, że brak nam zmysłu estetycznego, co jednak plemieniu naszemu łatwo czerpać o nim pojęcie, choćby tylko w kształtnych rysach kobiet naszych. Z okien tylu dworów — i to we wsiach porządnych — nie ma na co patrzeć, po ogrodach tylu nie ma po co chodzić, a przecie tanim kosztem i najmniej wdzięcznej miejscowości nadać można wdzięk jakiś, którego każdy ślad świadczy zawsze o dbałości, naznacza jakimś odcieniem oświaty, do której dążymy usilnie.
Wyobrażał sobie Paweł, jakby to dziedziczka, siadłszy czasem w oknie lub wyszedłszy do ogrodu, kiedy zachód ostatnimi promykami ozłoci krzyż na wieży, lubiła pomarzyć i podumać. Wysmukła jej postać snułaby się do późnego mroku jak cień kształtny po ciemnych alejach, czasem przelotny uśmiech, czasem łzy zadrgałyby może w wielkich, błękitnych źrenicach... te
www.heavyvisions.pl