Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
Strona 1
— Jak wyglądał ten poganin?
— Ano tak, widzi się, jakby na jedno oko nie dowidział — odparł kum Szczepan opisując mniej więcej powierzchowność Barbonesa.
— A to może Chałek z Nalewek... naprawdę ma tam kamienicę. Znam tego psubrata, to matacz, sakr-panie, jakiego świat nie widział, może obełgać, zobaczysz... bo to najgorzej mieć jaki bądź interes z kobietą. Ale drwij sobie z tego, nie zginą ci pieniądze... już tam Jabłuszko w niepewny interes się nie wda, nie bój się, bratku!
— Niech tam najjaśniejsze pioruneczki... pieniądze! Mnie idzie o coś ważniejszego.
— A, sakr-panie, diabli tam wiedzą, o co ci idzie, mój majstrze! Bądź co bądź, radziłbym ci, żebyś oto nie tracąc czasu jutro zaraz poszedł do Jabłuszki poradzić się albo też przestrzec go, że ten Chałek czy tam diabeł jaki, bo Bóg wie, czy to on, nachodzi Gurmankiewiczową, jak tam jej, Gulmańcewiczową. Nawet pan Baltazar, do stu fur beczek, przypominam sobie, mówił mi, że ma jakiś interes do ciebie, majsterku, i że będzie w tych dniach u ciebie idąc do Gurmankiewiczowej. A kiedy powie, że będzie, to jak amen w pacierzu... nie masz więc po co wlec się do niego na Mostową.
— Czym rychlej zbyć co z głowy, tym lepiej. Żebym ja to ośmielił się z panią Kontrolerową pogawędzić jakoś tak otwarcie...
— A to czemu, przepraszam cię, mój majstrze, taki z ciebie baran, że nie śmiesz?
— E, choroba... mój panie Poruczniku, to już was proszę, żebyśmy oto jutro mogli zajrzeć do pana Jabłuszki.