Domek przy ulicy Głębokiej cz. 3 (Wolski Włodzimierz)
(strona 1)
" — Jak wyglądał ten poganin? — Ano tak, widzi się, jakby na jedno oko nie dowidział — odparł kum Szczepan opisując mniej więcej powierzchowność Barbonesa. — A to może Chałek z Nalewek... naprawdę ma tam kamienicę. Znam tego..."
(strona 2) " — Koniecznie jutro? Poczekajże, tak, przed wieczorem o piątej, o szóstej przyjdź oto majster do Winawera na miód, ja go tam sprowadzą. — Bardzo będę obowiązały panu Porucznikowi. — Fatałaszki, mój brachu! Cóż to za wielka..."
(strona 3) " — Kiej to czasu szkoda, a mnie pilno do kuźni — mruknął Szczepaniak. — Poszedłem w te pędy do pani Kontrolerowej, jak mi tylko Porucznik zakomunikował to, coś mu pan raczył o Żydzie nawiedzającym panią Kontrolerowę nadmienić,..."
(strona 4) " — Bynajmniej, szanowny panie Szczepaniak dobrodzieju, ani ździebełeczka krucho, co się tyczy samego interesu. To złoty interes, pewny jak amen w pacierzu, murowany i najkamienniejszy, jak oto szklanka ta stoi przede mną, ale, mówiąc..."
(strona 5) " — A, jestem nie wiedzieć kim, wolałbym sam oto żyć z żoną suchym kawałkiem chleba i wodą z pompy, niż żeby pani Kontrolerowa, wezwawszy mnie do rady, miała się skarżyć na mnie potem. Uręczam honorową uczciwością, że jej i..."
(strona 6) " — Przypuszczam, że dzieciaczki te kochane, a tacy ładniutcy oboje, spodobali się sobie i że pan Marceli za rok, za dwa zdawszy egzamen konduktorski lub też prędzej, kiedy się interesa wyklarują, przyjdzie do was, majstrze, po..."
(strona 7) " słońcem, ale... czym skorupka za młodu przesiąknie... zawsze ona ma się za panią, ojciec jej był baronem, dziadek hrabią... — Pradziad niechby sobie był księciem udzielnym, co nam do tego! Bierz go tam trzysta biesów! — wrzasnął..."
(strona 8) " daję najświętsze słowo honorowe, przykro nawet mówić. — Baltazarku! daj pyszczka! To po przyjacielsku powiedziane, poczciwy Baltazarku! Tak jest! Im się zdaje, że to już wielkie państwo, do stu tysięcy bębnów i tornistrów! Co?..."
(strona 9) " wszystko na fraszki. Daję najświętsze słowo honorowe, lepszy rydz niźli nic... powoli, powoli przystałaby, a potem oczywiście, płakałaby wniebogłosy, gdybyśmy nie umieli zaradzić płaczowi. Rozumiecie? — Ba! — huknął..."
(strona 10) " waląc się pięścią w czoło i muskając wąsięta. — Żydówka! daj no tu jeszcze buteleczkę! — Dosyć, daję najświętsze słowo honorowe, ust nie umoczę. — Jużci! A czemu nie? Kto tak gada, a gada dobrze, to wartło, żeby i..."
(strona 11) " pani ambarasować się o pieniądze! A jak przyjdzie płacić długi... — Z procentami — to i niewiele zostanie majątku, najprawdziwsza prawda! Dlatego też — pójdźmy oto jutro albo pojutrze do niej razem i — dają najświętsze..."
(strona 12) " niego i dla Marcysi, że kiedy się mu tu dobrze działo, niech nie zmienia miejsca. Przyszedł potem ojciec Jakub, któremu już szczegółowiej zamiar ów opowiedział. — Ano, widzę, mój kumie, że odkąd Józiak stąd się wyniósł,..."
(strona 13) " V Na smętarzu, ogrodzonym parkanem niewysokim z kamienia polnego i cegły, ułożonych na przemian warstwami, z gzymsem gotyckim u góry, z wieżyczkami w czterech narożnikach, pod którymi stacyjki, w cieniu świerków i modrzewi wznosi się..."
(strona 14) " kim, w tej subtelnej fantazji z powagi i marzeń, z rzeźby i gazy, na ciosowym kamieniu wyżłobionej — obraz Zbawiciela, w którego niebiańskich rysach uidealizowana rodzinna, północna piękność męskiego naszego typu... Dźwięczą..."
(strona 15) " nawszy z ziemią zwaliska, żadną pamiątką nie nacechowane, żadnej nie dające ozdoby, przed oknem dworu od ogrodu roztaczałby się skromny, ale wdzięczny krajobraz. Wzrok, biegnąc po cienistych ulicach z wiązów i klonów, mógłby z..."
(strona 16) " łzy, co je raz widział gorące i wymowne... „Oczy archanioła to twoje oczy" — pomyślał przypominając sobie początek owych wierszy hiszpańskiego poety i przyznać musiał, że choć już kilka lat upłynęło, można by jeszcze bez..."
(strona 17) " — Już dawno po dziewiątej — pan budowniczy pewno zacznie się zaraz ubierać... Tak tam całe pierwsze piętro oświecone, jakby w teatrze. Kiedym dziś odnosił stołki, pani Grzybińska mówiła, że to będzie bal co się zowie, bo to..."
(strona 18) " praszam za śmiałość, pan budowniczy ma tylko jedno, i to nieszczególne, prześcieradło, za te dwa ruble można sprawić przynajmniej ze dwa. — Dziękuję ci, mój bracie, za dobre serce i przyjacielską radę... przypomnij mi jutro,..."
(strona 19) " — A mój Boże! Pan za dobry i za łaskaw na nas! — zawołał Józiak całując go w ramię i łzy mu w oczach błysnęły. — Ale już czas ubierać się, proszę pana budowniczego. Może trzeba przynieść wody albo rzeczy wyczyścić?..."
(strona 20) " — A strzeżże mnie, Boże! Przeszłyby mi suknie i włosy dymem od tytuniu. I tak słychać go tu comme il faut, dlatego nie zdejmuję płaszcza i jeżeli pozwolisz, włożę kapelusz — dodał zasadzając gibus na ufryzowaną..."
(strona 21) " słowo, że raz w życiu muszę dojść do jakich takich mebli. Widzisz — mam już łóżko, szafkę, parę krzeseł, a teraz i toaletkę... i to wszystko z łaski poczciwego Józiaka. — Strzeżże mnie, Panie, żebym miał co przeciw temu..."
(strona 22) " — Wybornie, jak matkę kocham, wyśmienicie! poczekaj... zawiążę ci jeszcze chustkę na szyję i uczeszę — dodał robiąc mu naumyślnie węzeł niezgrabny i nierówną linijką rozdzielając włosy. VI Pani eks-pułkownikowa,..."
(strona 23) " między obywatelsko-wiejskiej chorągwi, bawiącej w Warszawie podczas karnawału. Inaugurowała właśnie tego wieczora ciąg periodycznych zebrań tańcujących prawie balem, co w pokaźnych obszernych salonach po nieboszczyku stryju pani..."
(strona 24) " ży, którą widział na dwóch balach w resursie, Marcelek wcale był znośnym sprzętem. Tańczył też ciągle i wybierano go nawet do figur dosyć łaskawie. W Pawle na pierwszy rzut oka odgadły zaraz kobiety przybysza z innej sfery,..."
(strona 25) " jakimś, przytłumionym i narzekającym tonie mowy, którą co chwila przerywał i jakby zastanawiał się. Pani Radczyni zaś przybyło tylko kilka zmarszczek, ale ani jedna iskierka nie zagasła w bystrych, czarnych oczach. — Może się..."
(strona 26) " — Cieszę się — ten — że zgadzasz się ze mną, ale coś mizernie wyglądasz, panie Pawle... Rozumiem — praca, mozolna praca, pojmuję aż nadto dobrze. W tym wieku pracowałem i ja nie na żarty, dziś przy tylu zajęciach..."
(strona 27) " ale za to nie stracił z oka ani jednego ruchu pani Anieli, przy której siadł przystojny, wysmukły jakiś modniś z lornetką w oku i zaczął z cicha, a widać zajmująco rozmawiać, bo kobieta uśmiechała się i zamyślała na przemiany...."
(strona 28) " — Kogoś? to pewno mnie. Chodźmy, panie Pawle! — zawołał pan Celestyn i ciężkim krokiem ruszył się, jakby w palonych kirasjerskich butach. Kobiety zatrzymały Pawła. — Panie Sanniewicz! wspomniała mi właśnie Anielka o pańskim..."
(strona 29) " — Zwaliska te tak strasznie wyglądają, że samej ich brzydoty można się było obawiać — odparła Celestynowa patrząc nieco przenikliwiej na Pawła. — Ale, ale, panie Sarmiewicz, mówiłam pańskiemu kuzynowi, żebyście panowie byli..."
(strona 30) " w ręku, a za nim służący niósł na tacy parę butelek i kilka kieliszków. — Ja uaranżuję to dyplomatycznie — odparł z cicha do odchodzących były paryżanin. — Monsieur Sarmiewicz! — rzekł po francusku, kładąc mu rękę na..."
(strona 31) " tylko kilka buteleczek po nieboszczyku stryju mojej żony, który się znał na wszystkich smacznych rzeczach, dowodem choćby ta kolekcja pięknych twarzyczek i biuścików, które oto widzisz na ścianie. Wszystko to portrety z natury,..."
(strona 32) " — Daję ci słowo, że lepiej się bawiłem u Szczepaniaków przeszłego roku... pamiętasz? — Vous ne disez pas la vérité — odrzekł krzywiąc się Marcelek. — Marcelku! nie mieszaj tak francuszczyzny, zwłaszcza też mówiąc..."
(strona 33) " miesz się pan, co to za gospodarstwo. Zabudowania są w ruinie, dwór rudera, a co najgorsza, że wielu chłopów mieszka jakby w szałasach, chałupy ich walą się po prostu, ani byś pan poznał teraz tego majątku. Nie jestem bynajmniej za..."
(strona 34) " Panie Sarmiewicz, wiem, że to śmiałość z mojej strony proponując panu, czybyś nie zechciał zająć się edukacją szwagierka mojego. W pańskim obecnym zawodzie wiem, że by to było uciążliwie wymagać, abyś się pan zanadto..."
(strona 35) " my jeszcześmy się nie znali... A jak się poznamy, to się może i pokochamy. Paweł, coraz bardziej zdziwiony, milcząc uścisnął mu rękę. — Urządzę panu elegancko apartamenciki i po przyjeździe z Gierzejów — do nas od razu. Dla..."
(strona 36) " względem których Celestyn się nie zmienił i zawsze miał piękny zapasik, na próżno chciała, żeby grzecznie podziękował i starał się jakoś przypodobać natychmiast nauczycielowi. Urwis cichaczem wysączał kieliszki, gdzie tylko..."
(strona 37) " ciemny pokój wszystkie zakątki w jego duszy tak od razu uroczym wrażeniem napełniły, że już był wynagrodzony za przyjęcie jarzma nauczycielstwa domowego, od którego odwykł, a teraz znów się zaprzągł tak łatwo, jakby przypuszczał,..."
(strona 38) " jest trudniejszym zadaniem. Często chce się płakać, a tu trzeba przywdziać strój balowy i uśmiech balowy; chciałoby się samotnie porozmawiać z myślami własnymi, a trzeba mieć na zawołanie rozmowę do myśli cudzych; pragnie się..."
(strona 39) " Poczciwy Paweł, zazdroszcząc Marcelkowi zaszczytu tańczenia z panią Anielą, przyjrzał się uważnie tu pląsającej rzeszy i w następującym kontredansie figurował z panną Karoliną, która go litośnym uśmiechem ośmieliła. Tańczył..."
(strona 40) " USTĘP CZWARTY O niech na chwilę złość się już [schowa, Rany sztyletem nie cuci, Niech choć przed skonem zabrzmią ta [słowa: „Wróci twój anioł, wróci." MALCZEWSKI — MARIA I — O Matko Bolesna! abym przynajmniej..."
(strona 41) " i trapić! Gdyby ciocia wiedziała, jak mi tym dokucza! — rzekł ze smutnym współczuciem i łzy mimo woli zabłysnęły mu w oku. — To z osłabienia tylko, nie bój się, dziecko — nie martwię się niczym — odparła Michałka, w..."
(strona 42) " cham, Józiaczku! — dodała ocierając zimny pot z czoła chustką, na której krwawe plamki chciała ukryć ręką przed Józiakiem. — Doktor, jak tu był wczoraj, powiadał mi przy ojcu Jakubie, że teraz znacznie lepiej niż przed..."
(strona 43) " rał, nie zatarło bolesnych, lecz poniekąd i miłych wspomnień z dzisiejszych odwiedzin. Panna Marcjanna przyjęła go serdecznie jak siostra, patrzyła, zdaje się, bardzo życzliwie, wprawdzie nieco może za śmiało i zanadto pewnie, jakby..."
(strona 44) " Słuchaj no, Józiak, on cię bardzo lubi... namów go oto i zajdźcie tu razem. Powiedz mu, że się Marcychna skarżyła, że jej chrzestny zapomniał o niej... miarkujesz? Szybko przebiegając wszystko to w myśli, Józiak zadumał się przez..."
(strona 45) " U tej kobiety wyszłej z ludu, której niedawna, krótka przeszłość była szaleństwem — przejście gwałtowne z mniemanego zbytku do rzeczywistej nędzy musiało obudzić i zakołatać przypomnieniem i bojaźnią religijną, tkwiącą u..."
(strona 46) " ca — może za późno dla społeczeństwa, ale nigdy za późno dla niej samej. Przeczucie to wstrzymało Michałkę, że nie chciała kończyć tragicznej farsy życia swojego w jakiś sposób właściwy podobnym jej, dzikszym lub też..."
(strona 47) " wał się o ojca i matkę, miała już na ustach prawdę — ale przysięga nie dozwalała jej nowym bolem ulżyć dawnemu... Obie te istoty, same jedne na świecie, złączone krwią, trafem i cierpieniem, przywiązały się do siebie głęboko..."
(strona 48) " cierzyńskiej. Aby tylko rady i pomoc sympatycznie udzielać, aby dziewczęciu zdawało się, że to serce przemawia, przylgnie całą duszą do takiej przyjaciółki, której rolę tak przebiegle, chytrze i podstępnie nieraz odegrać umieją..."
(strona 49) " barwę zbliżenie dwojga tych ludzi i jeśli nie w oczach, to w sercu i słowach łzy im ciągle się sączyły, a łzy zwykle jednoczą ludzi ściślej niż uśmiechy. — Może cioteczce poczytać trocha... jeśli to nie znuży? — Owszem,..."
(strona 50) " Ach! Matko Najświętsza! — zawołała kaszląc i podnosząc się nagłe na łóżku. — Jak mnie kochasz, nie mówmy o tym, nie mówmy, Józiaczku. Patrzaj!... podobno się wypogadza. Ach, ta Mateuszowa siedzi wieki z lekarstwem... przeczytaj..."
(strona 51) " — Nic nie szkodzi, ojcze Jakubie! Zdrowsza dziś jestem. Wszystko jedno, możecie, panowie, mówić i tutaj. W tamtej izbie zimno. Ach, Boże! Mateuszowa nie przychodzi... napilibyście się, panowie, chociaż kawy! — zawołała żywo..."
(strona 52) " kundmana. Wracam sobie już na Głęboką i koło Świętego Krzyża, gdzie siła karet i powozów stało, widzi się weselisko jakieś, bo wsiadały potem panie, śliczności wystrojone, a kilka biało. Wtem... spotykam wyraźnie pana Marcina,..."
(strona 53) " zadowolenia, obchodził się z kowalem z rubaszną poufałością, której Józiak nie mógł sobie wytłumaczyć. Poważając nadzwyczaj kuma Szczepana, raziło takie obejście łagodnego chłopczynę. — Wygadajcież się, sierżancie, kiedy..."
(strona 54) " prowadził do karety, panowie ci także wsiedli, nuż ja ku niemu raz jeszcze, ale odwrócił się i jakby go kto gonił, pobiegł na Krakowskie... Z kulawym gicałem ani rusz za nim tak ścigle. — Ano, wstydał się, wstydał, majsterku,..."
(strona 55) " gagatek! Niech lepiej Józiak opowie, jak się rzetelnie wszystko stało, jakeście się tu przed nami użalali. Żeście doskonale widzieli, iż na was patrzył, i że wam straszliwie markotno, iż ma was za nic. — Oj, ojcze Jakubie,..."
(strona 56) " ano też dziś kładę wam jakby łopatą, majsterku... Póki jeszcze czas, zastanówcie się! Przy świadku, przy Józiaku wam powtarzam: roztwórzcież gały i patrzcie po ludzku na rzeczy... Ano, a teraz wygadawszy, co na sercu, muruję gębę..."
(strona 57) " przez Aleksandrię i Tamką zaszedł na zaułek do mieszkania Michałki, gdzie już teraz sprzykrzyły mu się za zbyt otwarte perory zakonnika; krew uderzyła staremu do głowy, miał odciąć się, wybuchnąć i spylić, jak to..."
(strona 58) " wypił parę szklanek, ubolewał nad chorobą pokornej gospodyni, która z taktem, płci swojej wrodzonym we wszystkich sferach — zręcznie, zwolna, wprowadziła go w gawędę. Rozwodził się o tym i owym, co mu szło z łatwością w swoim..."
(strona 59) " wyśmienicie i od dawna nie czuła się tak dobrze jak teraz. Józiak wstąpiwszy do kościoła Trynitarzy modlił się w kruchcie o jej zdrowie i o szczęście tych wszystkich, co kiedykolwiek dla sieroty okazali się przychylni. II —..."
(strona 60) " — Ach! i tego aż nadto, ma chère maman! — odparł synalek gładząc rękawem kastorowy kapelusz. — Aj, ty wygodnisiu, wygodnisiu... zapominasz, że w tym samym domu mieszka matka. To i do mnie wstępujesz, jak do Szczepańskich,..."
(strona 61) " zakochało w córce rzemieślnika, która, cóż dziwnego, że szalała za tak ładnym i przyzwoitym chłopcem. — Ach, maman, nie uwierzy mama, jakeśmy wczoraj znowu wybornie bawili się u Celestynów! Czy pani Beleńskiej przyjrzała..."
(strona 62) " udzielanie komu nauki nie wstydzi nikogo — wygłosiła mama znaną swoją sentencję. — Strzeżże mnie, Panie, żebym sądził inaczej... ale, widzi mama, wszystkie te damy i panowie muszą wiedzieć, że to mój kuzyn tak bliski. —..."
(strona 63) " — Przystojny chłopiec, aby miał czyste i zgrabne odzienie, to dosyć! Nie uwierzysz, Marcelku, jaką teraz wartość ma u mnie każda złotówka i jak mi trudno wydawać pieniądze. Cóżeś zrobił ze stu złotymi, com ci dała w przeszłym..."
(strona 64) " palec na ustach na znak milczenia. — Marcychna, biedactwo, tak zmizerowała się, żeśmy tu wszyscy na dobre postrachali się o nią. — Strzeżże mnie, Panie! Co mam dokazywać? Nie rozumiem was! — A Przenajświętsza Panno Sokalska......"
(strona 65) " — I cóż złego, gdybym bywał u jakich pań bogatych, powiedzcież, Jakubowa? — zagadnął Marcelek uśmiechając się z lekka. Wszystko to, co mu gadatliwa baba doniosła, łechtało jak najprzyjemniej jego próżność. — Oj......"
(strona 66) " — O! święte słowa ojca Jakuba! Jeśli mu kiedy we łbie postało, żeby się ożenić z Marcychną, tom nie krewniaczka nieboszczki. A bodaj cię nieszczęście spotkało, bodajeś na złamanie karku poszła, ty sekutnico, że cię tu licho..."
(strona 67) " jej rękę, którą natychmiast cofnęła, i zapytać tym swoim głosikiem najczulszym, któremu usiłował teraz dodać smutnego brzmienia (co wszystko ludzie niedorzeczni łatwiej dokonywają od dorzecznych). — Czy pani gniewa się na mnie,..."
(strona 68) " Ale też, stosując się już do nazwy smyków, choćby wam rączki oprawić w brylanty, nawiązać włosie z grzywy najczystszej krwi arabczyka, wysmarować je kalafonią jak łza przezroczystą, jak lilia woniejącą, nie zdołacie tak uderzyć..."
(strona 69) " ślipkom ostatniego z Gulmańcewiczów, którego nie o to obwiniać trzeba, że się nie kochał w kowalczance lub że kochał, ale o brak uszanowania i współczucia dla łez biednej dziewczyny, z jego powodu wylanych, które każdy u nas..."
(strona 70) " ze spinkami opaowymi, za które gotówką musząc zapłacić znacznie więcej niż dziesięć rubli, potrzebował nadto mieć w kieszeni kilka rubelków na nieprzewidziane wydatki. Moramsza mile uśmiechnęła się do tak pięknego fantu, jeszcze..."
(strona 71) " — A do panny Szczepaniak nie wstępowałeś? — Prawda, na chwilę... — A od panny Szczepaniak może jeszcze z wizytą do radcostwa, do tych pięknych dam ze wsi, co to w kamienicy narożnej blisko Saskiego Ogrodu mieszkają? —..."
(strona 72) " wy, a zielonawe oczy prawdziwie kocim blaskiem zabłysły. — Czego chcesz? — zagadnęła nagle Moramszę, która z lekka drzwi od salki uchyliła nie czekając na wezwanie. Marcelek czułym głosikiem wytłumaczył jej, o co rzecz idzie, a..."
(strona 73) " wyjeżdżając na wieś. Kiedy mi ją pani oddawała, brylanty były dobre. — Nie wiem, czy tak bardzo dobre, ale to wiem, że nie były fałszywe, żeśmy panu taką oddali, jakąśmy odebrali. Do nas, zdaje mi się, żadnej pretensji pan..."
(strona 74) " zawsze ta kobieta magnetyczny wpływ wywierała, zadrżał na syczące brzmienie niskiego głosu. — Nie podobna, żeby krawcowa miała kazać wsadzić fałszywe, nie ośmieliłaby się. — Tam, gdzie idzie o zarobek, każdy się ułakomi i na..."
(strona 75) " zapłaciła ze szczupłych fundusików, co mi mąż na domowe wydatki udziela. — Zapłacę, najświęciej na czas wykupię, pani Domicelo! Strzeżże mnie, Boże, żebym miał panią skompromitować, wolałbym sobie pierwej kamień uwiązać u..."
(strona 76) " — Jak to? posądzasz mnie, Domicelko! — A kogóż?... Kazałeś potem wprawić czeskie kamienie, prosta rzecz! I tak szpilka by się nie znalazła, gdybym cię wtedy nie poprosiła, pamiętasz? — Przypuszczam, choćby i tak było... co..."
(strona 77) " chcesz pogodzić się ze mną, daj mi parę rubli, bo bez ceremonii okręcę warkocz koło ręki i rozpoczniem taniec — zawołał podnosząc się groźnie. — Cóż to, myślisz, że nie ma ludzi w tym domu, żebym pozwoliła się krzywdzić..."
(strona 78) " Pan Podstolic , jeśliś go pan czytał kiedy. Znam jedne dobra w Sandomierskiem, gdzie chaty właśnie wystawione są mniej więcej w tym rodzaju. Jakby wille jakie w stylu maurytańskim, gotyckim, angielskim, klasycznym itp. bieleją..."
(strona 79) " porządnie tylko wystawione, dwojaki, czworaki. — Znowu się panu sprzeciwię. Koniecznie pojedyncze; zwłaszcza też dla gospodarzy, o przemianie których na osadników nie wątpię po tym wszystkim, cośmy za i przeciw nagawędzili. —..."
(strona 80) " zasłonięte deską wyrzynaną. W budowie chat u nas, zwłaszcza też w Krakowskiem, dworków dawniejszych i drewnianych domków po miasteczkach jest niejaka dążność miejscowa do ornamentacji, widocznej w wystających częściach budowli,..."
(strona 81) " wejścia, tylko od podwórka, także ogrodzonego, zasadzimy lipy, jarzębiny, kalinę, w której czerwone korale lubią stroić się tak dziewczęta i chłopaki. — Wszystko to wybornie... a teraz koszt mniej więcej? — W Gierzejach,..."
(strona 82) " zostawiając, wszyscy macie już prawie za konającą. — Za konającą, niechże Bóg broni, ale za chorą i potrzebującą lekarstwa — bez zaprzeczenia... I powtarzam, że jedynie można pokrzepić i podnieść możniej-szy stan rolniczy,..."
(strona 83) " na tylko w gawędce. Zastanowiwszy się praktyczniej, uwzględniwszy wiele ubocznych przyczyn, wpływów, koniecznie przybędzie do sądu więcej pobłażania. — Bez wątpienia, ale musielibyśmy przejść znów w inny rodzaj rozmowy, bardziej..."
(strona 84) " Rozmowę tę przerwał dźwięk fortepianu z sali i uroczy głos kontraltowy, śpiewający Pochwałę łez Szuberta . Paweł zarumienił się i mimo woli odwrócił oczy od badawczego, zmrużonego wzroku Beleńskiego, który z lekkim..."
(strona 85) " niejsze pożycie, ciąg jednostajny wrażeń rodzinnych, słowem, tę, jakbyście ją nazwali, poezją domu, który taki anioł jak moja żona potrafi zamienić w prawdziwą świątynię, a której wdzięku mimo całej pojętności nie potrafisz..."
(strona 86) " wszych dni po ślubie i gdybym, czego przypuścić nie mogę, był — dajmy na to — nieszczęśliwy w pożyciu, jak się to w tych czasach zdarza niejednemu, winę przypisałbym tylko sobie, a potem z najzimniejszą krwią palnąłbym sobie w..."
(strona 2) " — Koniecznie jutro? Poczekajże, tak, przed wieczorem o piątej, o szóstej przyjdź oto majster do Winawera na miód, ja go tam sprowadzą. — Bardzo będę obowiązały panu Porucznikowi. — Fatałaszki, mój brachu! Cóż to za wielka..."
(strona 3) " — Kiej to czasu szkoda, a mnie pilno do kuźni — mruknął Szczepaniak. — Poszedłem w te pędy do pani Kontrolerowej, jak mi tylko Porucznik zakomunikował to, coś mu pan raczył o Żydzie nawiedzającym panią Kontrolerowę nadmienić,..."
(strona 4) " — Bynajmniej, szanowny panie Szczepaniak dobrodzieju, ani ździebełeczka krucho, co się tyczy samego interesu. To złoty interes, pewny jak amen w pacierzu, murowany i najkamienniejszy, jak oto szklanka ta stoi przede mną, ale, mówiąc..."
(strona 5) " — A, jestem nie wiedzieć kim, wolałbym sam oto żyć z żoną suchym kawałkiem chleba i wodą z pompy, niż żeby pani Kontrolerowa, wezwawszy mnie do rady, miała się skarżyć na mnie potem. Uręczam honorową uczciwością, że jej i..."
(strona 6) " — Przypuszczam, że dzieciaczki te kochane, a tacy ładniutcy oboje, spodobali się sobie i że pan Marceli za rok, za dwa zdawszy egzamen konduktorski lub też prędzej, kiedy się interesa wyklarują, przyjdzie do was, majstrze, po..."
(strona 7) " słońcem, ale... czym skorupka za młodu przesiąknie... zawsze ona ma się za panią, ojciec jej był baronem, dziadek hrabią... — Pradziad niechby sobie był księciem udzielnym, co nam do tego! Bierz go tam trzysta biesów! — wrzasnął..."
(strona 8) " daję najświętsze słowo honorowe, przykro nawet mówić. — Baltazarku! daj pyszczka! To po przyjacielsku powiedziane, poczciwy Baltazarku! Tak jest! Im się zdaje, że to już wielkie państwo, do stu tysięcy bębnów i tornistrów! Co?..."
(strona 9) " wszystko na fraszki. Daję najświętsze słowo honorowe, lepszy rydz niźli nic... powoli, powoli przystałaby, a potem oczywiście, płakałaby wniebogłosy, gdybyśmy nie umieli zaradzić płaczowi. Rozumiecie? — Ba! — huknął..."
(strona 10) " waląc się pięścią w czoło i muskając wąsięta. — Żydówka! daj no tu jeszcze buteleczkę! — Dosyć, daję najświętsze słowo honorowe, ust nie umoczę. — Jużci! A czemu nie? Kto tak gada, a gada dobrze, to wartło, żeby i..."
(strona 11) " pani ambarasować się o pieniądze! A jak przyjdzie płacić długi... — Z procentami — to i niewiele zostanie majątku, najprawdziwsza prawda! Dlatego też — pójdźmy oto jutro albo pojutrze do niej razem i — dają najświętsze..."
(strona 12) " niego i dla Marcysi, że kiedy się mu tu dobrze działo, niech nie zmienia miejsca. Przyszedł potem ojciec Jakub, któremu już szczegółowiej zamiar ów opowiedział. — Ano, widzę, mój kumie, że odkąd Józiak stąd się wyniósł,..."
(strona 13) " V Na smętarzu, ogrodzonym parkanem niewysokim z kamienia polnego i cegły, ułożonych na przemian warstwami, z gzymsem gotyckim u góry, z wieżyczkami w czterech narożnikach, pod którymi stacyjki, w cieniu świerków i modrzewi wznosi się..."
(strona 14) " kim, w tej subtelnej fantazji z powagi i marzeń, z rzeźby i gazy, na ciosowym kamieniu wyżłobionej — obraz Zbawiciela, w którego niebiańskich rysach uidealizowana rodzinna, północna piękność męskiego naszego typu... Dźwięczą..."
(strona 15) " nawszy z ziemią zwaliska, żadną pamiątką nie nacechowane, żadnej nie dające ozdoby, przed oknem dworu od ogrodu roztaczałby się skromny, ale wdzięczny krajobraz. Wzrok, biegnąc po cienistych ulicach z wiązów i klonów, mógłby z..."
(strona 16) " łzy, co je raz widział gorące i wymowne... „Oczy archanioła to twoje oczy" — pomyślał przypominając sobie początek owych wierszy hiszpańskiego poety i przyznać musiał, że choć już kilka lat upłynęło, można by jeszcze bez..."
(strona 17) " — Już dawno po dziewiątej — pan budowniczy pewno zacznie się zaraz ubierać... Tak tam całe pierwsze piętro oświecone, jakby w teatrze. Kiedym dziś odnosił stołki, pani Grzybińska mówiła, że to będzie bal co się zowie, bo to..."
(strona 18) " praszam za śmiałość, pan budowniczy ma tylko jedno, i to nieszczególne, prześcieradło, za te dwa ruble można sprawić przynajmniej ze dwa. — Dziękuję ci, mój bracie, za dobre serce i przyjacielską radę... przypomnij mi jutro,..."
(strona 19) " — A mój Boże! Pan za dobry i za łaskaw na nas! — zawołał Józiak całując go w ramię i łzy mu w oczach błysnęły. — Ale już czas ubierać się, proszę pana budowniczego. Może trzeba przynieść wody albo rzeczy wyczyścić?..."
(strona 20) " — A strzeżże mnie, Boże! Przeszłyby mi suknie i włosy dymem od tytuniu. I tak słychać go tu comme il faut, dlatego nie zdejmuję płaszcza i jeżeli pozwolisz, włożę kapelusz — dodał zasadzając gibus na ufryzowaną..."
(strona 21) " słowo, że raz w życiu muszę dojść do jakich takich mebli. Widzisz — mam już łóżko, szafkę, parę krzeseł, a teraz i toaletkę... i to wszystko z łaski poczciwego Józiaka. — Strzeżże mnie, Panie, żebym miał co przeciw temu..."
(strona 22) " — Wybornie, jak matkę kocham, wyśmienicie! poczekaj... zawiążę ci jeszcze chustkę na szyję i uczeszę — dodał robiąc mu naumyślnie węzeł niezgrabny i nierówną linijką rozdzielając włosy. VI Pani eks-pułkownikowa,..."
(strona 23) " między obywatelsko-wiejskiej chorągwi, bawiącej w Warszawie podczas karnawału. Inaugurowała właśnie tego wieczora ciąg periodycznych zebrań tańcujących prawie balem, co w pokaźnych obszernych salonach po nieboszczyku stryju pani..."
(strona 24) " ży, którą widział na dwóch balach w resursie, Marcelek wcale był znośnym sprzętem. Tańczył też ciągle i wybierano go nawet do figur dosyć łaskawie. W Pawle na pierwszy rzut oka odgadły zaraz kobiety przybysza z innej sfery,..."
(strona 25) " jakimś, przytłumionym i narzekającym tonie mowy, którą co chwila przerywał i jakby zastanawiał się. Pani Radczyni zaś przybyło tylko kilka zmarszczek, ale ani jedna iskierka nie zagasła w bystrych, czarnych oczach. — Może się..."
(strona 26) " — Cieszę się — ten — że zgadzasz się ze mną, ale coś mizernie wyglądasz, panie Pawle... Rozumiem — praca, mozolna praca, pojmuję aż nadto dobrze. W tym wieku pracowałem i ja nie na żarty, dziś przy tylu zajęciach..."
(strona 27) " ale za to nie stracił z oka ani jednego ruchu pani Anieli, przy której siadł przystojny, wysmukły jakiś modniś z lornetką w oku i zaczął z cicha, a widać zajmująco rozmawiać, bo kobieta uśmiechała się i zamyślała na przemiany...."
(strona 28) " — Kogoś? to pewno mnie. Chodźmy, panie Pawle! — zawołał pan Celestyn i ciężkim krokiem ruszył się, jakby w palonych kirasjerskich butach. Kobiety zatrzymały Pawła. — Panie Sanniewicz! wspomniała mi właśnie Anielka o pańskim..."
(strona 29) " — Zwaliska te tak strasznie wyglądają, że samej ich brzydoty można się było obawiać — odparła Celestynowa patrząc nieco przenikliwiej na Pawła. — Ale, ale, panie Sarmiewicz, mówiłam pańskiemu kuzynowi, żebyście panowie byli..."
(strona 30) " w ręku, a za nim służący niósł na tacy parę butelek i kilka kieliszków. — Ja uaranżuję to dyplomatycznie — odparł z cicha do odchodzących były paryżanin. — Monsieur Sarmiewicz! — rzekł po francusku, kładąc mu rękę na..."
(strona 31) " tylko kilka buteleczek po nieboszczyku stryju mojej żony, który się znał na wszystkich smacznych rzeczach, dowodem choćby ta kolekcja pięknych twarzyczek i biuścików, które oto widzisz na ścianie. Wszystko to portrety z natury,..."
(strona 32) " — Daję ci słowo, że lepiej się bawiłem u Szczepaniaków przeszłego roku... pamiętasz? — Vous ne disez pas la vérité — odrzekł krzywiąc się Marcelek. — Marcelku! nie mieszaj tak francuszczyzny, zwłaszcza też mówiąc..."
(strona 33) " miesz się pan, co to za gospodarstwo. Zabudowania są w ruinie, dwór rudera, a co najgorsza, że wielu chłopów mieszka jakby w szałasach, chałupy ich walą się po prostu, ani byś pan poznał teraz tego majątku. Nie jestem bynajmniej za..."
(strona 34) " Panie Sarmiewicz, wiem, że to śmiałość z mojej strony proponując panu, czybyś nie zechciał zająć się edukacją szwagierka mojego. W pańskim obecnym zawodzie wiem, że by to było uciążliwie wymagać, abyś się pan zanadto..."
(strona 35) " my jeszcześmy się nie znali... A jak się poznamy, to się może i pokochamy. Paweł, coraz bardziej zdziwiony, milcząc uścisnął mu rękę. — Urządzę panu elegancko apartamenciki i po przyjeździe z Gierzejów — do nas od razu. Dla..."
(strona 36) " względem których Celestyn się nie zmienił i zawsze miał piękny zapasik, na próżno chciała, żeby grzecznie podziękował i starał się jakoś przypodobać natychmiast nauczycielowi. Urwis cichaczem wysączał kieliszki, gdzie tylko..."
(strona 37) " ciemny pokój wszystkie zakątki w jego duszy tak od razu uroczym wrażeniem napełniły, że już był wynagrodzony za przyjęcie jarzma nauczycielstwa domowego, od którego odwykł, a teraz znów się zaprzągł tak łatwo, jakby przypuszczał,..."
(strona 38) " jest trudniejszym zadaniem. Często chce się płakać, a tu trzeba przywdziać strój balowy i uśmiech balowy; chciałoby się samotnie porozmawiać z myślami własnymi, a trzeba mieć na zawołanie rozmowę do myśli cudzych; pragnie się..."
(strona 39) " Poczciwy Paweł, zazdroszcząc Marcelkowi zaszczytu tańczenia z panią Anielą, przyjrzał się uważnie tu pląsającej rzeszy i w następującym kontredansie figurował z panną Karoliną, która go litośnym uśmiechem ośmieliła. Tańczył..."
(strona 40) " USTĘP CZWARTY O niech na chwilę złość się już [schowa, Rany sztyletem nie cuci, Niech choć przed skonem zabrzmią ta [słowa: „Wróci twój anioł, wróci." MALCZEWSKI — MARIA I — O Matko Bolesna! abym przynajmniej..."
(strona 41) " i trapić! Gdyby ciocia wiedziała, jak mi tym dokucza! — rzekł ze smutnym współczuciem i łzy mimo woli zabłysnęły mu w oku. — To z osłabienia tylko, nie bój się, dziecko — nie martwię się niczym — odparła Michałka, w..."
(strona 42) " cham, Józiaczku! — dodała ocierając zimny pot z czoła chustką, na której krwawe plamki chciała ukryć ręką przed Józiakiem. — Doktor, jak tu był wczoraj, powiadał mi przy ojcu Jakubie, że teraz znacznie lepiej niż przed..."
(strona 43) " rał, nie zatarło bolesnych, lecz poniekąd i miłych wspomnień z dzisiejszych odwiedzin. Panna Marcjanna przyjęła go serdecznie jak siostra, patrzyła, zdaje się, bardzo życzliwie, wprawdzie nieco może za śmiało i zanadto pewnie, jakby..."
(strona 44) " Słuchaj no, Józiak, on cię bardzo lubi... namów go oto i zajdźcie tu razem. Powiedz mu, że się Marcychna skarżyła, że jej chrzestny zapomniał o niej... miarkujesz? Szybko przebiegając wszystko to w myśli, Józiak zadumał się przez..."
(strona 45) " U tej kobiety wyszłej z ludu, której niedawna, krótka przeszłość była szaleństwem — przejście gwałtowne z mniemanego zbytku do rzeczywistej nędzy musiało obudzić i zakołatać przypomnieniem i bojaźnią religijną, tkwiącą u..."
(strona 46) " ca — może za późno dla społeczeństwa, ale nigdy za późno dla niej samej. Przeczucie to wstrzymało Michałkę, że nie chciała kończyć tragicznej farsy życia swojego w jakiś sposób właściwy podobnym jej, dzikszym lub też..."
(strona 47) " wał się o ojca i matkę, miała już na ustach prawdę — ale przysięga nie dozwalała jej nowym bolem ulżyć dawnemu... Obie te istoty, same jedne na świecie, złączone krwią, trafem i cierpieniem, przywiązały się do siebie głęboko..."
(strona 48) " cierzyńskiej. Aby tylko rady i pomoc sympatycznie udzielać, aby dziewczęciu zdawało się, że to serce przemawia, przylgnie całą duszą do takiej przyjaciółki, której rolę tak przebiegle, chytrze i podstępnie nieraz odegrać umieją..."
(strona 49) " barwę zbliżenie dwojga tych ludzi i jeśli nie w oczach, to w sercu i słowach łzy im ciągle się sączyły, a łzy zwykle jednoczą ludzi ściślej niż uśmiechy. — Może cioteczce poczytać trocha... jeśli to nie znuży? — Owszem,..."
(strona 50) " Ach! Matko Najświętsza! — zawołała kaszląc i podnosząc się nagłe na łóżku. — Jak mnie kochasz, nie mówmy o tym, nie mówmy, Józiaczku. Patrzaj!... podobno się wypogadza. Ach, ta Mateuszowa siedzi wieki z lekarstwem... przeczytaj..."
(strona 51) " — Nic nie szkodzi, ojcze Jakubie! Zdrowsza dziś jestem. Wszystko jedno, możecie, panowie, mówić i tutaj. W tamtej izbie zimno. Ach, Boże! Mateuszowa nie przychodzi... napilibyście się, panowie, chociaż kawy! — zawołała żywo..."
(strona 52) " kundmana. Wracam sobie już na Głęboką i koło Świętego Krzyża, gdzie siła karet i powozów stało, widzi się weselisko jakieś, bo wsiadały potem panie, śliczności wystrojone, a kilka biało. Wtem... spotykam wyraźnie pana Marcina,..."
(strona 53) " zadowolenia, obchodził się z kowalem z rubaszną poufałością, której Józiak nie mógł sobie wytłumaczyć. Poważając nadzwyczaj kuma Szczepana, raziło takie obejście łagodnego chłopczynę. — Wygadajcież się, sierżancie, kiedy..."
(strona 54) " prowadził do karety, panowie ci także wsiedli, nuż ja ku niemu raz jeszcze, ale odwrócił się i jakby go kto gonił, pobiegł na Krakowskie... Z kulawym gicałem ani rusz za nim tak ścigle. — Ano, wstydał się, wstydał, majsterku,..."
(strona 55) " gagatek! Niech lepiej Józiak opowie, jak się rzetelnie wszystko stało, jakeście się tu przed nami użalali. Żeście doskonale widzieli, iż na was patrzył, i że wam straszliwie markotno, iż ma was za nic. — Oj, ojcze Jakubie,..."
(strona 56) " ano też dziś kładę wam jakby łopatą, majsterku... Póki jeszcze czas, zastanówcie się! Przy świadku, przy Józiaku wam powtarzam: roztwórzcież gały i patrzcie po ludzku na rzeczy... Ano, a teraz wygadawszy, co na sercu, muruję gębę..."
(strona 57) " przez Aleksandrię i Tamką zaszedł na zaułek do mieszkania Michałki, gdzie już teraz sprzykrzyły mu się za zbyt otwarte perory zakonnika; krew uderzyła staremu do głowy, miał odciąć się, wybuchnąć i spylić, jak to..."
(strona 58) " wypił parę szklanek, ubolewał nad chorobą pokornej gospodyni, która z taktem, płci swojej wrodzonym we wszystkich sferach — zręcznie, zwolna, wprowadziła go w gawędę. Rozwodził się o tym i owym, co mu szło z łatwością w swoim..."
(strona 59) " wyśmienicie i od dawna nie czuła się tak dobrze jak teraz. Józiak wstąpiwszy do kościoła Trynitarzy modlił się w kruchcie o jej zdrowie i o szczęście tych wszystkich, co kiedykolwiek dla sieroty okazali się przychylni. II —..."
(strona 60) " — Ach! i tego aż nadto, ma chère maman! — odparł synalek gładząc rękawem kastorowy kapelusz. — Aj, ty wygodnisiu, wygodnisiu... zapominasz, że w tym samym domu mieszka matka. To i do mnie wstępujesz, jak do Szczepańskich,..."
(strona 61) " zakochało w córce rzemieślnika, która, cóż dziwnego, że szalała za tak ładnym i przyzwoitym chłopcem. — Ach, maman, nie uwierzy mama, jakeśmy wczoraj znowu wybornie bawili się u Celestynów! Czy pani Beleńskiej przyjrzała..."
(strona 62) " udzielanie komu nauki nie wstydzi nikogo — wygłosiła mama znaną swoją sentencję. — Strzeżże mnie, Panie, żebym sądził inaczej... ale, widzi mama, wszystkie te damy i panowie muszą wiedzieć, że to mój kuzyn tak bliski. —..."
(strona 63) " — Przystojny chłopiec, aby miał czyste i zgrabne odzienie, to dosyć! Nie uwierzysz, Marcelku, jaką teraz wartość ma u mnie każda złotówka i jak mi trudno wydawać pieniądze. Cóżeś zrobił ze stu złotymi, com ci dała w przeszłym..."
(strona 64) " palec na ustach na znak milczenia. — Marcychna, biedactwo, tak zmizerowała się, żeśmy tu wszyscy na dobre postrachali się o nią. — Strzeżże mnie, Panie! Co mam dokazywać? Nie rozumiem was! — A Przenajświętsza Panno Sokalska......"
(strona 65) " — I cóż złego, gdybym bywał u jakich pań bogatych, powiedzcież, Jakubowa? — zagadnął Marcelek uśmiechając się z lekka. Wszystko to, co mu gadatliwa baba doniosła, łechtało jak najprzyjemniej jego próżność. — Oj......"
(strona 66) " — O! święte słowa ojca Jakuba! Jeśli mu kiedy we łbie postało, żeby się ożenić z Marcychną, tom nie krewniaczka nieboszczki. A bodaj cię nieszczęście spotkało, bodajeś na złamanie karku poszła, ty sekutnico, że cię tu licho..."
(strona 67) " jej rękę, którą natychmiast cofnęła, i zapytać tym swoim głosikiem najczulszym, któremu usiłował teraz dodać smutnego brzmienia (co wszystko ludzie niedorzeczni łatwiej dokonywają od dorzecznych). — Czy pani gniewa się na mnie,..."
(strona 68) " Ale też, stosując się już do nazwy smyków, choćby wam rączki oprawić w brylanty, nawiązać włosie z grzywy najczystszej krwi arabczyka, wysmarować je kalafonią jak łza przezroczystą, jak lilia woniejącą, nie zdołacie tak uderzyć..."
(strona 69) " ślipkom ostatniego z Gulmańcewiczów, którego nie o to obwiniać trzeba, że się nie kochał w kowalczance lub że kochał, ale o brak uszanowania i współczucia dla łez biednej dziewczyny, z jego powodu wylanych, które każdy u nas..."
(strona 70) " ze spinkami opaowymi, za które gotówką musząc zapłacić znacznie więcej niż dziesięć rubli, potrzebował nadto mieć w kieszeni kilka rubelków na nieprzewidziane wydatki. Moramsza mile uśmiechnęła się do tak pięknego fantu, jeszcze..."
(strona 71) " — A do panny Szczepaniak nie wstępowałeś? — Prawda, na chwilę... — A od panny Szczepaniak może jeszcze z wizytą do radcostwa, do tych pięknych dam ze wsi, co to w kamienicy narożnej blisko Saskiego Ogrodu mieszkają? —..."
(strona 72) " wy, a zielonawe oczy prawdziwie kocim blaskiem zabłysły. — Czego chcesz? — zagadnęła nagle Moramszę, która z lekka drzwi od salki uchyliła nie czekając na wezwanie. Marcelek czułym głosikiem wytłumaczył jej, o co rzecz idzie, a..."
(strona 73) " wyjeżdżając na wieś. Kiedy mi ją pani oddawała, brylanty były dobre. — Nie wiem, czy tak bardzo dobre, ale to wiem, że nie były fałszywe, żeśmy panu taką oddali, jakąśmy odebrali. Do nas, zdaje mi się, żadnej pretensji pan..."
(strona 74) " zawsze ta kobieta magnetyczny wpływ wywierała, zadrżał na syczące brzmienie niskiego głosu. — Nie podobna, żeby krawcowa miała kazać wsadzić fałszywe, nie ośmieliłaby się. — Tam, gdzie idzie o zarobek, każdy się ułakomi i na..."
(strona 75) " zapłaciła ze szczupłych fundusików, co mi mąż na domowe wydatki udziela. — Zapłacę, najświęciej na czas wykupię, pani Domicelo! Strzeżże mnie, Boże, żebym miał panią skompromitować, wolałbym sobie pierwej kamień uwiązać u..."
(strona 76) " — Jak to? posądzasz mnie, Domicelko! — A kogóż?... Kazałeś potem wprawić czeskie kamienie, prosta rzecz! I tak szpilka by się nie znalazła, gdybym cię wtedy nie poprosiła, pamiętasz? — Przypuszczam, choćby i tak było... co..."
(strona 77) " chcesz pogodzić się ze mną, daj mi parę rubli, bo bez ceremonii okręcę warkocz koło ręki i rozpoczniem taniec — zawołał podnosząc się groźnie. — Cóż to, myślisz, że nie ma ludzi w tym domu, żebym pozwoliła się krzywdzić..."
(strona 78) " Pan Podstolic , jeśliś go pan czytał kiedy. Znam jedne dobra w Sandomierskiem, gdzie chaty właśnie wystawione są mniej więcej w tym rodzaju. Jakby wille jakie w stylu maurytańskim, gotyckim, angielskim, klasycznym itp. bieleją..."
(strona 79) " porządnie tylko wystawione, dwojaki, czworaki. — Znowu się panu sprzeciwię. Koniecznie pojedyncze; zwłaszcza też dla gospodarzy, o przemianie których na osadników nie wątpię po tym wszystkim, cośmy za i przeciw nagawędzili. —..."
(strona 80) " zasłonięte deską wyrzynaną. W budowie chat u nas, zwłaszcza też w Krakowskiem, dworków dawniejszych i drewnianych domków po miasteczkach jest niejaka dążność miejscowa do ornamentacji, widocznej w wystających częściach budowli,..."
(strona 81) " wejścia, tylko od podwórka, także ogrodzonego, zasadzimy lipy, jarzębiny, kalinę, w której czerwone korale lubią stroić się tak dziewczęta i chłopaki. — Wszystko to wybornie... a teraz koszt mniej więcej? — W Gierzejach,..."
(strona 82) " zostawiając, wszyscy macie już prawie za konającą. — Za konającą, niechże Bóg broni, ale za chorą i potrzebującą lekarstwa — bez zaprzeczenia... I powtarzam, że jedynie można pokrzepić i podnieść możniej-szy stan rolniczy,..."
(strona 83) " na tylko w gawędce. Zastanowiwszy się praktyczniej, uwzględniwszy wiele ubocznych przyczyn, wpływów, koniecznie przybędzie do sądu więcej pobłażania. — Bez wątpienia, ale musielibyśmy przejść znów w inny rodzaj rozmowy, bardziej..."
(strona 84) " Rozmowę tę przerwał dźwięk fortepianu z sali i uroczy głos kontraltowy, śpiewający Pochwałę łez Szuberta . Paweł zarumienił się i mimo woli odwrócił oczy od badawczego, zmrużonego wzroku Beleńskiego, który z lekkim..."
(strona 85) " niejsze pożycie, ciąg jednostajny wrażeń rodzinnych, słowem, tę, jakbyście ją nazwali, poezją domu, który taki anioł jak moja żona potrafi zamienić w prawdziwą świątynię, a której wdzięku mimo całej pojętności nie potrafisz..."
(strona 86) " wszych dni po ślubie i gdybym, czego przypuścić nie mogę, był — dajmy na to — nieszczęśliwy w pożyciu, jak się to w tych czasach zdarza niejednemu, winę przypisałbym tylko sobie, a potem z najzimniejszą krwią palnąłbym sobie w..."
www.heavyvisions.pl


